12/19/2016

MÓJ PIES NIE CHODZI PRZY NODZE

MÓJ PIES NIE CHODZI PRZY NODZE



Nie uczę mojego psa chodzenia przy nodze. Nie uczę go komend typu „noga!”, „równaj!”. Dlaczego? Po prostu, najzwyczajniej w świecie, uważam, że są zbędne.

Ale jak to?! Pies na spacerze powinien być blisko swojego człowieka! Pies powinien cały czas mieć ze mną kontakt! Pies powinien zwracać uwagę na to czego od niego oczekuję! Idąc przez miasto, mój pies powinien być jak najbliżej mnie!

Biedne są czasem te psy… Wciąż tylko coś powinny i powinny. Albo nawet – coś MUSZĄ. A jakieś przywileje? A jakieś przyjemności płynące z tego, jakże pełnego obowiązków, życia?


Śledząc internetowe psio-lubne strony zauważyłam, że ludzie z jednej strony często pytają jak nauczyć psa chodzenia przy nodze – żeby przestał ciągnąć na smyczy, lub z drugiej, chwalą się nagraniami pt. „oto mój pies na spacerku, zobaczcie jak pięknie chodzi przy nodze, nigdzie nie wybiega i nie szarpie”. Najczęściej spotykanym przekonaniem jest: albo pies ciągnie na smyczy (co jest oczywiście nieprzyjemne i niepożądane), albo ładnie chodzi przy nodze (i do tego właśnie dążymy). Czy na pewno nie istnieją żadne opcje pośrednie?

Tak sobie myślę, że na początku warto postawić sobie jedno pytanie: dla kogo tak naprawdę jest ten wspólny spacer – dla mnie czy dla psa? Bądźmy szczerzy, nawet jeśli spacery są dla nas przyjemnością, to raczej mało kto wychodziłby na nie tak często i regularnie, gdyby nie zmuszał go do tego jego pies. Czyli jednak, spacer jest głównie zaspokajaniem potrzeb psa.

Jakie potrzeby pies zaspokaja na spacerze? Fizjologiczne, to oczywiste. Ale przecież nie jedynie! Spacer pozwala psu zadbać o formę, poznawać otaczający go świat, zbierać zapachowe nowinki na temat psich sąsiadów... Tyle do załatwienia! Tylko jak to wszystko zrobić, skoro pan/i wymaga ciągłej psiej uwagi? Bo chodzenie przy nodze wymaga od psa ogromnego skupienia – musi ignorować otoczenie, skupiać się całkowicie na tym gdzie znajduje się człowiek, dostosowywać swoje tempo do ludzkiego marszu (co jest szczególnie trudne, bo spokojny chód psa jest wolniejszy od naszego, trucht natomiast – już dużo szybszy od nas). Oczywiście, że psa jesteśmy w stanie nauczyć wszystkiego. Możemy sprawić, że przez cały spacer będzie dreptał przy naszej nodze, praktycznie się nie zatrzymywał ani nie rozglądał. Możemy być wtedy zadowoleni, że mamy takiego „grzecznego psa”. Ale chyba lepiej mieć psa szczęśliwego!


Przejdźmy więc do sedna, czyli jak tego dokonać? Jak sprawić, aby spacer był przyjemnością dla obu stron, aby pies mógł w spokoju eksplorować otoczenie, nie napinając jednocześnie smyczy do granic możliwości gdy tylko zobaczy coś ciekawego, zmuszając tym samym człowieka do wpadania z impetem we wszystkie pobliskie krzaki?

DŁUGA SMYCZ

To absolutna podstawa i jednocześnie magiczne rozwiązanie wielu problemów z ciągnięciem na smyczy. Pies, który dostrzeże na spacerze coś bardzo, bardzo ciekawego, chce szybko podejść i osobiście zbadać ten fascynujący obiekt. Co jeśli ogranicza go dwumetrowa smycz? Zawisa na jej końcu, nie zaprzestając prób dotarcia w to arcyważne miejsce, podczas gdy po drugiej stronie z całych sił zapiera się człowiek, który wcale nie ma ochoty wchodzić wraz z psem w obrane na cel błoto.

Wally od początku spaceruje ze mną na lince o długości 10 metrów. Linka taka wije się i plącze luźno między nami. Fascynująca kępka trawy, wspaniale pachnący pniaczek czy absolutnie doskonały i kuszący patyczek? Proszę bardzo piesku, zatrzymaj się i wąchaj, podejdź i sprawdź – ja powoli idę swoją ścieżką, ale ty masz przestrzeń, żeby spokojnie, bez szarpania i mojego wiszenia nad twoją głową, zająć się swoimi sprawami. Brak nerwów, pospieszania, wzajemnego przeciągania. Pies nie musi być przy nodze, aby smycz zwisała sobie swobodnie. Zawsze, w razie potrzeby, mogę złapać ją w połowie długości – i już mamy tylko 5m! A mijając miejsce w którym przestrzeni jest bardzo mało – chwytam linkę jeszcze krócej i pokonujemy szybko ten odcinek.

KOMUNIKACJA

Podczas spaceru staram się cały czas „czytać” mowę ciała mojego psa. Obserwuję jego ruchy, wnioskując na ich podstawie o przeżywanych przez niego emocjach, jestem uważna na jego komunikaty . Jeśli widzę, że miejsce, do którego się zbliżamy, budzi jego niepokój, staram się je ominąć, kierunki, które szczególnie go interesują, zwiedzamy wspólnie. Jednocześnie też wyraźnie zaznaczam swoje zamiary. Całym ciałem odwracam się w stronę, w którą zamierzam iść. Zanim drastycznie zmienię kierunek marszu, wydaję dźwięk, który na Wally’ego oznacza „spójrz na mnie, idę w inną stronę!”. Dzięki temu rzadko dochodzi do sytuacji, w której niespodziewanie smycz się napina, kiedy muszę psa ciągnąć za sobą, albo kiedy to on usilnie ciągnie gdzieś mnie.

ZOBACZ JAKA JESTEM FAJNA!

Zawsze na spacerze mam przy sobie woreczek pełen smakołyków. Chwalę i nagradzam każde zachowanie Wally’ego, które uznaję za fajne. W szczególności każdą jego spontaniczną decyzję, aby podczas spaceru na mnie popatrzeć, podejść do mnie, zaczepić. Staram się pokazać Małemu, że przebywanie blisko mnie jest przyjemne – że warto czasem oderwać się na chwilkę od swoich psich spraw, żeby nawiązać ze mną kontakt. W takich sytuacjach do psiego pyszczka wpada deszcz smakołyków przy akompaniamencie entuzjastycznych okrzyków „dobry pies!”, a biały ogonek merda się na wszystkie strony. Jako, że bycie blisko siebie jest miłe, Wally nie ma żadnych problemów ze wspomnianymi wcześniej sytuacjami, kiedy to przez chwilę idziemy gdzieś na krótkiej smyczy – a w dodatku na końcu drogi na pewno czeka pachnący kawałek kiełbaski!

BIEGANIE LUZEM

Pisałam już o tym w poście PIESEK – ODKRYWCA. Zabierajmy psa od czasu do czasu w nowe super-miejsca, które będzie mógł odkrywać swobodnie i bez smyczy. Taka jest psia natura – bezwzględnie wymaga ona regularnego, nieskrępowanego ruchu, w którym pies sam dyktuje tempo i przemierzane odległości. Zabierając psa w ciekawe dla niego miejsca, stajemy się w jego oczach jeszcze wspanialsi – w końcu to człowiek jest kierownikiem tej imprezy! :)

*

Nie uczę mojego psa chodzenia przy nodze. Pozwalam mu czerpać jak najwięcej radości ze swobodnego poznawania świata. Pokazuję, że przebywanie ze mną jest miłe, fajne i ciekawe. Uczę go, że to co do mnie mówi jest ważne oraz, że moje komunikaty mają znaczenie.

Wzajemne zrozumienie i otwartość na komunikację mogą z łatwością, skutecznie zastąpić wymagania i musztrę. Postarajmy się stworzyć psu świat, w którym nie tylko MUSI, ale czasem coś po prostu MOŻE!


P. i W. - jakieś 10 m przede mną :)

Szybko do Pańci!

Aktualizacja informacji z dzielni :)

Długa smycz rzuca długi cień :)

12/02/2016

RATUNKU! SZCZENIĘ W DOMU – JAK UCHRONIĆ DOM PRZED DEMOLKĄ I SPRAWIĆ, BY PIES CZUŁ SIĘ Z NAMI DOBRZE JUŻ OD PIERWSZEGO DNIA?

RATUNKU! SZCZENIĘ W DOMU – JAK UCHRONIĆ DOM PRZED DEMOLKĄ I SPRAWIĆ, BY PIES CZUŁ SIĘ Z NAMI DOBRZE JUŻ OD PIERWSZEGO DNIA?


Niezależnie od tego, czy będzie on długo wyczekiwany, wymarzony, skrupulatnie wybierany czy więcej w tym będzie dzieła przypadku i zrządzeń losu, dzień, w którym w naszym domu pojawia się szczeniaczek, to z pewnością jedno z najszczęśliwszych wydarzeń w życiu rodziny. Oto wśród nas pojawia się małe, puchate stworzonko, które od pierwszej minuty staje się dla nas najsłodsze, najpiękniejsze i najukochańsze. Co więcej, każdy wiąże z nim swoje osobiste nadzieje – „będzie się ze mną przytulał/ bawił/ pracował/ uprawiał sport/ zwiedzał świat, itd.”. Zanim jednak uda nam się (w większym lub mniejszym stopniu) te nadzieje i marzenia zrealizować, musimy stawić czoło pierwszemu, niezwykle ważnemu zadaniu – stworzeniu nowemu członkowi rodziny odpowiednich warunków do rozwoju, czyli dobrego, bezpiecznego, przyjaznego domu. Tylko jak tego dokonać?


OTOCZENIE

Wydaje Ci się, że Twój dom jest czysty i absolutnie bezpieczny? Przyjrzyj mu się dobrze raz jeszcze, najlepiej z perspektywy ciekawskiego psiego odkrywcy. Dla malucha interesujące i warte zbadania może być absolutnie wszystko. Bezwzględnie należy zabezpieczyć wszelkie kable elektryczne, sprawdzić czy na niższych półkach i szafkach nie ma przedmiotów, do których szczeniak dosięgnie i którymi może sobie zrobić krzywdę, odgrodzić drogę na schody, z których mógłby spaść. To od nowego opiekuna zależy bezpieczeństwo i zdrowie psiaka, a to bardzo odpowiedzialna sprawa, do której trzeba podejść uczciwie i starannie. Warto też pomyśleć o przedmiotach, które są dla nas istotne, a które mogą ucierpieć przy bliższym spotkaniu z ciekawskimi, ostrymi ząbkami. Widok ulubionych skórzanych butów ozdobionych ekscentrycznymi dziurkami czy podłogi usłanej strzępami tego, co jeszcze pół godziny temu było rodzinnym albumem, może przyprawić o zawrót głowy, a słabsze jednostki i o zawał serca! Nie ryzykujmy takich strat, lepiej spokojnie przestawić wszystkie skarby w miejsca dla szczeniaka niedostępne. Oszczędzimy sobie niepotrzebnych nerwów.

Warto też już na samym początku ustalić zasady, których wszyscy domownicy będą przestrzegać. Może są w domu pomieszczenia, do których nie chcemy wpuszczać psa? Zadbajmy o to, aby od początku były one dla niego niedostępne. Czy zgadzamy się, żeby pies kładł się na kanapie albo spał z nami w łóżku? Jeśli nie, nie pozwalajmy na to od pierwszych dni. Szczeniakowi trudno będzie zrozumieć dlaczego nagle, po tygodniu wylegiwania się na fotelu w objęciach domowników, ktoś mu tę możliwość odbiera. W takich wypadkach zachowajmy konsekwencję – jasne, niezmienne zasady tworzą szczeniakowi świat przewidywalny, łatwy do zrozumienia, a więc bezpieczny.


PIERWSZE DNI W NOWYM DOMU

Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że to, co dla nas jest radosnym wydarzeniem, dla małego pieska wiąże się z naprawdę dużym stresem. Oto zostaje zabrany ze znanego sobie od urodzenia domu, oderwany od matki, rodzeństwa, znajomych psów i ludzi, przez kompletnie obce osoby i wrzucony w obce otoczenie, w którym musi sobie poradzić zupełnie sam. Dla każdego z nas takie okoliczności byłyby bardzo trudne – co dopiero dla szczeniaczka, który nie potrafi jeszcze poradzić sobie z trudnymi emocjami! Dlatego niezwykle ważne jest, aby maksymalnie pomóc małemu uporać się z tą sytuacją.

W czasie podróży do nowego domu nie zostawiajmy psiaka samego. Szczeniaki często źle znoszą pierwsze podróże samochodowe ze względu na nierozwinięty jeszcze błędnik – może to skutkować chorobą lokomocyjną, a więc dodatkowym stresem. Pozwólmy małemu być blisko nas, czuć nasz dotyk i ciepło, starajmy się stworzyć możliwie najspokojniejszą, najbezpieczniejszą atmosferę.

Po wprowadzeniu do domu dajmy psu czas na spokojne poznanie nowych kątów, rozejrzenie się po nowych miejscach w jego tempie, na miarę jego możliwości. Niektóre psiaki będą ciekawie zaglądać gdzie tylko się da, inne mogą być niepewne i przestraszone. Nie naciskajmy, nie wprowadzajmy psa nigdzie na siłę, nie biegajmy za nim krok w krok, mówiąc, podnosząc, głaskając. Jeśli w domu są dzieci, dopilnujmy, żeby one również nie „napadały” na psa z krzykiem i ogromem dziecięcej miłości – takie zachowania tylko utrudniają psiakowi adaptację do nowych warunków i niepotrzebnie potęgują stres. Dajmy psu czas i przestrzeń na odkrywanie nowego otoczenia, bądźmy dla niego wsparciem i pomocą, ale nie narzucajmy się z dotykiem czy zabawą. Zachowujmy się spokojnie, niegwałtownie, panujmy nad emocjami, ruchami, tonem głosu. Warto postarać się o to, żeby w pierwszych dniach w nowym domu, szczeniak doświadczał tylko miłych, pozytywnych wrażeń, przebywał w spokojnej atmosferze i powoli przyzwyczajał się do nowego życia i nowych członków rodziny, postrzegając ich jako osoby godne zaufania i niezagrażające bezpieczeństwu.


PSIE POTRZEBY

Aby pies czuł się dobrze, spokojnie i szczęśliwie, niezbędne jest regularne zaspokajanie jego potrzeb. Większość problemów w wychowaniu szczenięcia wynika właśnie z niespełnionych potrzeb  – pies podejmuje próby samodzielnego poradzenia sobie z wynikającą z tego frustracją i trudnymi emocjami. Niestety próby te często nie mieszczą się  w granicach zachowań akceptowanych przez ludzi, a to zapowiadać może tylko kłopoty.

 Dlatego naszym podstawowym obowiązkiem jako opiekunów szczenięcia powinno być zdobywanie wiedzy na temat psich potrzeb i sposobów na ich zaspokajanie. Pies musi mieć stały dostęp do świeżej wody, jeść pełnowartościowe, dostosowane do jego zapotrzebowania, regularne posiłki, mieć zapewnione spokojne, bezpieczne warunki, pozwalające na odpoczynek (pies, aby wypocząć, powinien spać ok. 14h na dobę, a szczenięta nawet więcej). Konieczne jest zdawanie sobie sprawy z zabiegów pielęgnacyjnych, których wymaga nasz podopieczny, ze względu na swoje indywidualne cechy. Utrzymanie całego ciała w zdrowiu i dobrej kondycji jest niezbędne do prawidłowego funkcjonowania – w niektórych aspektach pies radzi sobie sam, np. poprzez wylizywanie, w innych sytuacjach, jak wyczesywanie długiej, skłonnej do skołtunienia sierści, potrzebuje naszej pomocy. Wykonujmy zabiegi pielęgnacyjne regularnie, współpracujmy z naszym psem i pokażmy mu, że czas spędzony z nami w ten sposób jest fajny i przyjemny. W ten sposób nawiązujemy fizyczny kontakt z psem, przyzwyczajamy go do bliskości i dotyku, budujemy wzajemne zaufanie, a tym samym uczymy się zaspokajać kolejną psią potrzebę – bliskości, przywiązania, bezpieczeństwa, bez której szczenię nie może prawidłowo się rozwijać. Budując relację z psem pamiętajmy, że zaufanie wynika z pewności, że w naszej obecności pies może czuć się bezpiecznie i pewnie. Dlatego pod żadnym pozorem nie krzyczmy na szczeniaka, nie stosujmy kar fizycznych, bądźmy źródłem spokoju, bezpieczeństwa i przyjemności, wskazując i nagradzając zachowania właściwe zamiast karcić ze złością te, które nam nie odpowiadają. W ten sposób szczenię będzie nabierać pewności siebie, szybko i miło uczyć się nowych rzeczy, a przede wszystkim nabierać do nas absolutnego zaufania. A czy może być lepszy fundament przyjaźni niż wzajemne zaufanie?

Do prawidłowego rozwoju szczenięcia niezbędne są zabawa i możliwość swobodnego ruchu. Dla maluchów jest to potrzeba nieelastyczna, czyli taka, która musi być spełniana kiedy tylko pies wykazuje na to ochotę. Bawmy się więc z naszym maluchem jak najczęściej, w sposób, który rozwija go i pozwala poznawać świat. Urządzajmy zabawy węchowe, twórzmy proste ślady, po których psiak będzie szukał pysznych, aromatycznych kąsków, trenujmy wskakiwanie na przedmioty o różnych kształtach i wielkościach, przeciągajmy wspólnie zabawki. Pozwalajmy szczeniętom gryźć i żuć różne przedmioty stworzone z odmiennych materiałów – w ten sposób szczenię uczy się i odkrywa, gryzienie wycisza, zmniejsza stres i sprawia psu mnóstwo przyjemności, a dodatkowo, podsuwając psu różnorakie zabawki, zmniejszamy ryzyko pogryzienia mebli czy innych domowych sprzętów, które pies mógłby znaleźć na własną łapę.

Kluczowa dla prawidłowego rozwoju szczenięcia, budowania jego pewności siebie i optymistycznego podejścia do świata jest odpowiednia, trwająca od pierwszych dni, socjalizacja. Zabierajmy szczeniaka w nowe, ciekawe miejsca, które może odkrywać bezpiecznie i bez smyczy, organizujmy spotkania z innymi, zrównoważonymi psami, które nauczą go reguł rządzących psim światem, stwarzajmy możliwości do spotkań z różnorodnymi ludźmi. Ważne jednak, aby zawsze pamiętać o tym, że okres między trzecim a szóstym miesiącem życia szczenięcia, czyli czas, kiedy maluchy najczęściej trafiają do nowych domów i rozpoczynają odkrywanie wraz z opiekunem tajemnic i niespodzianek otaczającego ich świata, to okres zwiększonej wrażliwości na negatywne bodźce, a więc i często większej lękliwości i niepewności. Dlatego kluczowe jest, aby wszystkie te nowe doświadczenia odbywały się w spokojnych warunkach, były dla psa miłe i przyjazne, abyśmy zawsze byli dla malucha wsparciem i pomagali mu, jeśli jakaś sytuacja okaże się dla niego trudna. Wspólne, fajne przygody i doświadczenia wzmacniają więzi, nasza obecność i pomoc udowadniają psu, że zawsze może na nas liczyć, że przyjemnie i atrakcyjnie jest spędzać z nami czas.


O wychowaniu małego psa, różnorodności psich zachowań i szczenięcych pomysłów, anegdotach i doświadczeniach opiekunów szczeniaków, można byłoby z pewnością napisać więcej niż jedną książkę. W tym krótkim tekście starałam się zwrócić uwagę na, czasem podstawowe, a w moim przekonaniu najważniejsze aspekty budowania relacji z psem na jej pierwszym, najwcześniejszym etapie.


Opieka nad małym, odkrywającym świat kudłatym maluchem wymaga wiele czasu, pracy, konsekwencji i cierpliwości, ale jednocześnie daje ogromną radość i satysfakcję. Z biegiem czasu uczymy się nie tylko zachowań i osobowości naszego psa, ale i wewnętrznego spokoju, większego zrozumienia i szacunku dla otaczającego nas świata, uważności i świadomości własnych reakcji i uczuć. Stwarzając szczeniakowi przyjazny, miły dom, w którym może swobodnie uczyć się, że otaczający go świat jest ciekawy i bezpieczny, pomagamy mu budować solidny fundament do dalszego rozwoju i nauki. A on odpłaca nam się codziennie mnóstwem radości, miłości i niezapomnianych chwil. A do tego, zupełnie nieświadomie, ta mała, czterołapna istotka z pewnością pomoże nam stać się po prostu lepszymi ludźmi!

11/24/2016

DZIEŃ DOBRY, PANI TRENER!

DZIEŃ DOBRY, PANI TRENER!



Kochani! Pochwaliłam się już na Fejsbuku, ale chciałabym trochę obszerniej podsumować wydarzenie, które napełnia mnie ogromnym szczęściem i dumą.


20. listopada 2016r., z wyróżnieniem ukończyłam kurs trenerski w Akademii Porozumiewania się ze Zwierzętami „Dobry Pies” i tym samym uzyskałam tytuł certyfikowanego trenera psów.


Uzyskanie certyfikatu i całe miesiące uczestniczenia w kursie, były dla mnie wspaniałą przygodą, ale również czasem dużych, ważnych zmian w życiu.

Po pierwsze, i chyba najważniejsze, ten czas pokazał mi jak fascynujący i tajemniczy jest świat psich zachowań i emocji, jak ogromniej wrażliwości i uważności wymaga praca z psami i ludźmi. Zrozumiałam, że tym właśnie chciałabym zajmować się na co dzień – pomagać innym w lepszym zrozumieniu potrzeb swojego psa, pokazywać jak fajnie można spędzać wspólny czas , ucząc jednocześnie efektywnej, dobrej komunikacji między psem i jego opiekunem oraz budowania wzajemnego zaufania.

To popchnęło mnie do kolejnych ważnych kroków – rezygnacji z pracy, która była dla mnie niesatysfakcjonująca i wypalająca i podjęcia wraz z P. decyzji o powiększeniu rodziny o wymarzonego whippeta. Pod koniec sierpnia w naszym domu pojawił się Wally, weryfikując dokładnie całą moją zdybywaną na kursie wiedzę i bez pardonu zajmując lwią część naszego życia i naszych serc.

W czasie kursu poznałam fantastycznych ludzi, z którymi dzieliłam pasję, zapał do poszerzania wiedzy i umiejętności, a na końcu również egzaminacyjny stresik. Wielkie dzięki całej grupie za cudowną atmosferę towarzyszącą zjazdom, za wzajemną pomoc i wsparcie. I ogromne gratulacje dla Was wszystkich – VI edycja była bez wątpienia edycją wybitną! :) Ogromne podziękowania należą się też Agnieszce Nojszewskiej, która przez ostatnie pół roku konsekwentnie napełniała nasze głowy ogromną dawką wiedzy, zwracała naszą uwagę na najsubtelniejsze niuanse psiego języka i zaszczepiała w nas ogromny szacunek dla psiej indywidualności. Dzięki Aga!


I co dalej?

Moim ogromnym marzeniem jest rozpoczęcie pracy w charakterze trenera. Chcę dzielić się zdobytą wiedzą z ludzko-psimi zespołami, pomagając im w stworzeniu fajnej, zgranej, szczęśliwej paczki. Spróbuję pomóc w zrozumieniu potrzeb Waszych psów, w rozwiązywaniu codziennych problemów, w odnalezieniu wspólnych przyjemności i pasji. Chętnie podzielę się własnymi doświadczeniami z tymi, którzy dopiero rozpoczynają przygodę z wychowaniem szczeniaka, jak również wesprę w umacnianiu więzi z dorosłym, mającym własny pogląd na świat, psim mędrcem.
W zakładce po prawej stronie bloga pojawiły się moje dane kontaktowe - serdecznie zapraszam do kontaktu mailowego czy telefonicznego wszystkich chętnych do pracy ze swoim psem!  

Oczywiście w planach mam dalszą edukację, poszerzanie wiedzy i zdobywanie doświadczenia. Oraz pracę z Wallym, aby z małego, energicznego szaleńca, powoli zmieniał się w psiego profesora, który będzie wspierał mnie w pokazywaniu innym reguł rządzących psim światem.


Cudownie jest być na drodze do spełnienia marzeń! Trzymajcie mocno kciuki – będę bardzo wdzięczna!


11/07/2016

PIESEK - ODKRYWCA

PIESEK - ODKRYWCA


Niuch, niuch! A co to za dziwne zapachy? W moim domu meble pachną zupełnie inaczej! Ojej, a tutaj czuję jakieś jedzenie! Inne niż to, które jedzą moi ludzie… I te obce osoby, których ubrania mają zupełnie inną woń, niż ta, którą pachnie pranie u nas. Dziwne i interesujące!

Ojej! A co to tak stuka, co to tak szura, szeleści, co tak dziwnie mruczy? Niby domowe odgłosy, ale jakieś inne, obce, ciekawsze. Czuję się troszkę niepewnie, trzeba to zbadać, sprawdzić, zastanowić się czy na pewno jest bezpiecznie. I zlokalizować źródło tych dźwięków. Może gdzieś tu kryją się jakieś nowe zagadki do rozwiązania? Albo jakieś jedzonko?

I wszystko wygląda zupełnie inaczej! Inne kąty, kształty, nowe ścieżki. Jakieś tajemnicze pokoje, przedmioty, których nie znam… może nadają się do gryzienia? Trzeba to koniecznie sprawdzić! Ciekawe czy ten fotel jest tak wygodny jak u mnie w domu… O jacie! Jaki czad! Miękki, gruby dywan na podłodze, w którym można się tarzać! U nas takiego nie ma!


Wyobrażam sobie, że właśnie tego typu myśli pojawiają się w Wally’skowej główce, kiedy zabieramy go ze sobą w gości do innych, nieznanych mu domów. Wizyty u rodziny to za każdym razem absolutnie wspaniała przygoda. Zwiedzanie nieznanych kątów, odkrywanie zaskakujących zakamarków, poznawanie niewidzianych nigdy wcześniej przedmiotów… Nie mówiąc już o nowych, krążących wokół osobach i zwierzętach! O, to dla małego móżdżku prawdziwa eksplozja nowych, wartościowych doświadczeń!

Podobnie jest ze spacerami po nieodwiedzanych wcześniej szlakach. Zabawy w parku są fajne, spokojne krążenie po osiedlu i wnikliwa aktualizacja psich informacji pozostawionych na okolicznych murkach i słupach również – wszak trzeba się orientować w sąsiedzkich plotkach. Jednak nic nie może równać się z wyprawą w nowe, tajemnicze miejsce, obfitujące w zupełnie nieznane dotąd ścieżki, aromaty, dźwięki. Tyle do odkrycia, poznania, tyle nowych informacji do przyswojenia!


Pomagajmy naszym psom poznawać i odkrywać świat poprzez zabieranie ich ze sobą w nieznane wcześniej miejsca. Psy są z natury ciekawskie, ich uwagę zwracają wszelkie nowe bodźce występujące w otoczeniu. Podążanie za niespotykanym zapachem, przejście łapami po terenie odmiennym niż codzienny chodnik czy trawnik, zamoczenie futerka w rzece to fascynujące przygody, które na dodatek możemy przeżywać wspólnie!

Dla mnie osobiście ogromną przyjemnością jest obserwowanie skupienia i zaangażowania z jakimi Wally, z nosem przy ziemi, pokonuje nieznane leśne lub polne ścieżki, radości na psim pysku podczas biegania po nadwiślańskich plażach, ciekawskiego błysku w oku, kiedy nagle okazuje się, że ten budynek wygląda w środku zupełnie inaczej niż nasze mieszkanie. Staram się stwarzać mu jak najwięcej możliwości swobodnej eksploracji, dbając jednocześnie o to, aby były to doświadczenia przyjemne i bezpieczne. Jestem zawsze w pobliżu, aby pomóc Młodemu jeśli sytuacja okaże się trudna, ale jednocześnie daję  mu przestrzeń do podejmowania własnych działań i inicjatywy. Wszystko to z jednej strony uczy szczeniaka, że świat jest różnorodny, sytuacje, z którymi przychodzi mu się zmierzyć, bardzo odmienne, wymagające od niego innych reakcji, a jednocześnie, że w każdym momencie może zwrócić się do mnie o pomoc, wsparcie i wskazówki. Nauka pewności siebie i budowania zaufania do opiekuna w jednym!

A po wszystkim można ramię w ramię (czy raczej noga w łapę?) wrócić w swoje znajome cztery kąty i spokojnie odpocząć, śniąc o tych wspaniałych, wspólnych przygodach!

*


Odkrywajmy świat razem ze swoim psem. Stawmy czoło, wzajemnie się wspierając, nieznanym dotąd sytuacjom. Do codziennych, z czasem nużących spacerów, dorzućmy w wolny dzień wyprawę tajemniczym, podmiejskim szlakiem. Walczmy z nudą i rutyną. I po prostu świetnie się razem bawmy! 


Spacer po lesie

Nadwiślańskie szaleństwa (zdjęcie: Azarin Photo)

Nowe miejsca, nowi znajomi...

Noga w łapę :)


10/24/2016

ZACHOWAJ DYSTANS!

ZACHOWAJ DYSTANS!


Typowe rodzinne spotkanie, z typowej, zazwyczaj nieco odświętnej okazji. Krewni, mniej czy bardziej lubiani, widywani raz w roku, lub rzadziej, padający sobie ramiona. Wznoszone co i rusz okrzyki: „Jak ta nasza córcia/wnusia wyrosła!”, „Jaka jesteś śliczna!”, „Jaki przystojny młodzieniec z tego naszego Jasia/Stasia/Wiesia!”. I do tego przytulanie, całusy i poklepywanie po główce przez rozanielone ciotunie. Chyba każdy z nas to zna. Co więcej, każdy z nas miał zapewne okazję być kiedyś wycałowaną wnusią/córcią lub zagłaskanym Jasiem/Stasiem. Ręka do góry, kto w tej sytuacji czuł się swobodnie i przyjemnie! No właśnie…

Są to dla nas jednak sytuacje wyjątkowe, doświadczamy ich rzadko, rozumiemy, że to nieodłączna część pewnej tradycji. Zresztą, przecież ci wszyscy krewni są jednak dla nas osobami znajomymi, a nawet bliskimi. Jak jednak czulibyście się, gdyby takie wybuchy czułości okazywali wobec Was obcy ludzie w parkach, na ulicy, na przystankach? Nie wiecie? Zapytajcie swoich psów!

Założę się, że każdy opiekun psa niemalże codziennie spotyka się z sytuacjami, w których ludzie mijani na ulicy, na widok psa zaczynają go wołać, zagadywać, cmokać, no i oczywiście głaskać. Zresztą, niech pierwszy rzuci kamieniem ten, komu nigdy w życiu nie zdarzyło się wyciągnąć ręki do przechodzącego obok pięknego, puszystego czworonoga, którego błyszcząca sierść czy zawadiackie uszy aż się proszą o mizianie i tarmoszenie. Przecież to takie przyjazne zachowanie, ja tak lubię pieski, a pieski lubią być głaskane. No właśnie nie do końca…



Psy, podobnie jak ludzie, mają poczucie swojej strefy osobistej.

Dla człowieka jest to zwykle ok. 50 cm-12o cm. Taki dystans utrzymujemy w zwykłych kontaktach z osobami, które znamy i lubimy. Dystans ten zmniejszamy w kontaktach z osobami bardzo nam bliskimi – bliskość i dotyk takich osób jest dla nas przyjemny. Natomiast ludzi obcych staramy się utrzymywać w większej odległości, ich natarczywe zbliżanie się powoduje w nas często dyskomfort, a nawet niepokój.

Strefa osobista psa to mniej więcej dystans dwóch metrów, zachowywanie właśnie takiej odległości od nieznajomego, daje psu poczucie komfortu. Zmniejszać odległość i pozostawać w strefie osobistej psa mogą tylko osoby bliskie, które pies zna i którym ufa. Ciągłe zagadywanie czy dotykanie, szczególnie okolic głowy (a przecież to tam znajdują się te słodziutkie uszka) przez osoby przypadkowo spotkane na ulicy może być dla psa źródłem niepokoju i wiązać się z poczuciem zagrożenia, szczególnie kiedy obca osoba zbliża się bardzo szybko, idąc prosto na psa, pochylając się nad nim, gwałtownie wyciągając ręce. Reakcja przestraszonego takim zachowaniem psa okazać się może bardzo szybka i nerwowa. A potem będzie krzyk, że pies jest agresywny i dlaczego chodzi bez kagańca…



Jak w takim razie unikać takich sytuacji?

Przede wszystkim wykażmy się odrobiną empatii. Postarajmy się zrozumieć, że pies, nawet nasz własny, nie jest pluszową zabawką, której podstawową funkcją jest bycie milusią i przytulaną kiedy tylko komukolwiek przyjdzie na to ochota. To odrębna, myśląca i czująca istota, która nie zawsze musi mieć ochotę na pieszczoty – podobnie jak my czasami wolimy mieć spokój i zachować dystans, nawet w stosunku do naszych najbliższych. Nie narzucajmy naszego dotyku psom spotkanym na ulicy – nie mamy prawa zakładać, że nieznany nam pies zinterpretuje nasze zachowanie jako przyjazne i nie odczuje konieczności obrony swojego bezpieczeństwa.

Obserwujmy naszego psa – wrażliwość na sygnały przez niego wysyłane pomoże nam ocenić jaki dotyk i w jakich sytuacjach sprawia mu przyjemność, a kiedy pies może jeszcze daną sytuację toleruje, ale daleko mu jest do zadowolenia. Psy, jak wszystkie ssaki, potrzebują ciepła i bliskości, aby prawidłowo się rozwijać i same do tej bliskości dążą, pozwólmy im jednak zadecydować samodzielnie o tym, jaki dystans jest dla nich aktualnie komfortowy.

Trenujmy asertywność. Uczmy się odmawiać ludziom na spacerach możliwości dotykania naszego psa. Może i ktoś się na nas obrazi, ale czy chwilowa satysfakcja obcej osoby naprawdę jest ważniejsza od spokoju naszego ukochanego psa? Edukujmy dzieci – to one często reagują szybko i spontanicznie, co może być dla psa trudne do zniesienia. Tłumaczmy jak należy zachowywać się, aby pies czuł się swobodnie, uczmy spokoju i cierpliwości, pokazujmy, że to pies podchodzi do nieznajomego, jeśli ma na to ochotę, a nie na odwrót. To właśnie takie proste, codzienne sytuacje pomagają kształtować postawy i zrozumienie w społeczeństwie.


*



Psy od wieków towarzyszą człowiekowi, są naszymi stróżami, pomocnikami, towarzyszami, członkami rodziny i najlepszymi przyjaciółmi. Nic więc dziwnego, że budzą w nas tyle pozytywnych emocji i chęć okazania im naszej sympatii. Pamiętajmy jednak o tym, że czasem to, co nam wydaje się przyjazne i miłe, dla drugiej strony może być nieco mniej fajne. Zamiast szalonego wybuchu czułości okażmy psu szacunek, spokój, poczęstujmy jakimś pysznym kąskiem.
Bądźmy ludźmi, którzy dają się lubić!

10/06/2016

ŁAPACZ SNÓW

ŁAPACZ SNÓW


Opowiem Wam dziś historię ekspansji terytorialnej. Historię podboju i zawłaszczenia. Historię dzielnej, choć krótkiej walki, a w końcu również kapitulacji. A wszystko to pod mroczną osłoną nocy. Ale od początku…



Decydując się na szczeniaka, ustaliliśmy z P. kilka żelaznych zasad, których będziemy się trzymać. Wiedzieliśmy na co chcemy i możemy psu pozwolić, a co od samego początku będzie zabronione. Jedno z tych postanowień brzmiało: „pies na pewno nie będzie spał z nami w łóżku”. Mieliśmy ku temu swoje powody. Po pierwsze, oboje mieliśmy doświadczenie z psami w domach rodzinnych i psy te nigdy nie były wpuszczane do łóżka, a nawet na kanapę czy fotel – bo to niehigieniczne, bo wszędzie zostawiają tony kłaków, bo miejsce psa jest na ziemi. Po drugie, w naszym obecnym mieszkaniu nie istnieje sypialnia jako taka – łóżko znajduje się na „półce” podwieszonej pod sufitem, niezabezpieczone żadnymi barierkami, a prowadzą do niego strome schody, bardziej przypominające drabinę. Ryzyko, że młody podczas wchodzenia na górę, czy po prostu w ciągu nocy, spadnie i zrobi sobie krzywdę, wydawało nam się dość duże. A tego zdecydowanie byśmy nie chcieli.

Wydaje mi się, że to argumenty dość racjonalne i przekonujące. Cóż, nie dla whippeta :)

Podłoga w rozumieniu Wally’ego wydaje się być tylko mniej przyjemnym, dość zimnym i twardym elementem domu, który trzeba pokonać w drodze z fotela na kanapę. No ok, ewentualnie można na niej trochę postać w czasie jedzenia z miski. Ale leżeć? No way! Chude, kościste, bezfuterkowe ciałko księciunia zostało stworzone do tego, aby otaczały je miękkie podusie i ciepłe kocyki. Dodając do tego naturalną psią potrzebę bezpieczeństwa i bliskości, które zapewnia spanie w grupie, tworzy nam się łóżkowy potwór, z którym naprawdę trudno się walczy.

Bezpieczne spanie tylko na kupie! - szczeniaki w hodowli Malgranda Fasko


Przez pierwszy tydzień Wally’ego w naszym domu, spaliśmy nie w łóżku, a na kanapie, na dole, tak, aby maluch mógł być blisko nas i czuć się bezpiecznie. Później rozpoczęliśmy operację „powrót do sypialni”, przygotowani na szczeniaczkowe jęki, piski i płacze rozdzierające serce. To, czego się jednak nie spodziewaliśmy to fakt, że desperacja pomaga przezwyciężyć każdy strach. Pierwszego dnia, po serii spodziewanych szlochów, zapadła nagle cisza. A potem ciche szuranie, stuki, sapanie i… Wally był już na górze. W ciemności zobaczyliśmy tylko lekko wytrzeszczone ze strachu oczy, a potem nastąpiło dzikie powitanie: „Tak się cieszę, że Was widzę! Ryzykowałem życie, żeby do Was dotrzeć! Ale nie martwcie się, teraz już jesteśmy razem i możemy spokojnie, bezpiecznie spać!”.
Następnie próbowaliśmy różnych metod blokowania schodów. Walizki, bramki, przedmioty, próby ustawiania ich na różnych stopniach schodów. Z niektórymi Wally radził sobie w kilkanaście minut – zrzucał je, przeskakiwał, wdrapywał się, przeciskał obok. Inne wymagały od niego dłuższego kombinowania, okraszonego upiornymi wrzaskami, które absolutnie nie pozwalały nam zasnąć. Leżeliśmy więc w ciemności, słuchając potępieńczych jęków wydobywających się z trzewi 3-miesięcznego szczeniaczka i czekaliśmy aż któryś mniej cierpliwy sąsiad naśle na nas w końcu policję, której będziemy tłumaczyć, że wcale nie znęcamy się w tym domu nad żadnymi zwierzętami. Wally na pewno niezmiernie ucieszyłby się z takich odwiedzin. Nowi, fajni ludzie w mundurach, którzy może nawet podrapią po zadku? Bomba!

Najwidoczniej mamy jednak wyjątkowo cierpliwych sąsiadów. Na pewno bardziej cierpliwych od nas. My po kilku takich akcjach i zarwanych nocach zaczęliśmy mięknąć. 
P. wzdychał: „Jemu chyba tak  bardzo źle jest samemu. Pomyśl jakie te schody muszą być dla niego przerażające! To jest prawdziwa determinacja!”. Poza tym, przecież taki niewielki pies wcale aż tak w łóżku nie przeszkadza. Leży sobie spokojnie na kołderce, jest taki milutki i ciepły. Nie wierci się i nie zbliża do miejsc, z których mógłby spaść. Kłaków nie zostawia, bo przecież prawie ich nie ma. I tak dotarliśmy w naszej historii do miejsca, w którym rozpoczęła się psia ekspansja łóżkowa i ludzkie pogodzenie się z losem przegranych w tej bitwie. Pocieszamy się małym sukcesem negocjacyjnym – dopóki na górze pali się światło, Wally leży sobie grzecznie na kanapie. Wspinaczkę dołóżkową rozpoczyna dopiero gdy zapadnie ciemność.

W kochającej się rodzinie każdy czasem musi pójść na kompromis.



*


A fakt, że mały szczeniorek z dnia na dzień przestaje być taki mały, łapy niebezpiecznie się wydłużają, a tułów zajmuje coraz więcej łóżkowej przestrzeni? Cóż, przecież i tak planowaliśmy kupić nową, większą kołdrę…








9/20/2016

CO ZA EFEKT!

CO ZA EFEKT!



Na samym początku mam dla Was krótkie zadanie. Poniżej znajduje się ciąg cyfr. Przyjrzyjcie mu się dokładnie, przeczytajcie go kilkakrotnie, skupcie się na nim przez ok. 15-20 sekund. Następnie przejdźcie do dalszej części tekstu tak, aby cyfry nie były już dla Was widoczne.






58529283759402 














Świetnie! A teraz spróbujcie sobie przypomnieć ten ciąg cyfr. Pamiętacie je wszystkie po kolei? A może udało Wam się zapamiętać tylko fragmenty?
Istnieje duże prawdopodobieństwo, że najlepiej pamiętacie ostatnią lub kilka ostatnich cyfr. Możliwe też, że w pamięci została Wam pierwsza cyfra ciągu. Mam rację?

Nasz mózg to niezwykle sprytne narzędzie. Przez cały czas stara się kombinować tak, aby zapamiętywać tylko najważniejsze informacje, nie tracąc czasu i miejsca na dane mało dla nas istotne. Nasza pamięć ma bowiem pewne ograniczenia. Podczas codziennego funkcjonowania nie jesteśmy w stanie zwrócić uwagi na absolutnie każdy docierający do nas bodziec, nie jesteśmy w stanie przetwarzać i analizować wszystkich otaczających nas informacji – nie ma innego wyjścia, dane aktualnie dla nas nieistotne muszą ustąpić miejsca tym, które z punktu widzenia wykonywanych przez nas akurat czynności, są kluczowe.

Teraz wróćmy do zadania z ciągiem cyfr. Pamięć krótkotrwała, w której przechowujemy informacje docierające do nas właśnie w tym, konkretnym momencie, w ścisłej teraźniejszości, ma bardzo ograniczoną pojemność i nie jest w stanie zapamiętać wszystkich cyfr po kolei. Kolejne wpadające do pamięci cyfry „wypychają” z niej te poprzednie. Dlatego też mieliście szansę pamiętać ostatnie cyfry ciągu – to one jako ostatnie zajęły miejsce w pamięci i nie zostały jeszcze wypchnięte przez kolejne informacje. W psychologii takie zjawisko nazywa się EFEKTEM ŚWIEŻOŚCI – pamiętamy najświeższą informację, tę która nie została jeszcze zastąpiona kolejną, znów świeższą.

Przeciwieństwem efektu świeżości jest EFEKT PIERWSZEŃSTWA, ten, który sprawił, że pamiętaliście również cyfrę rozpoczynającą ciąg. Z punktu widzenia naszego mózgu, pierwsza docierająca informacja jest również istotna – łącząc dane o pierwszej i ostatnich cyfrach ciągu, mielibyście szansę odróżnić na przykład ten konkretny ciąg od innych. Pamiętając jak zaczyna się dana sytuacja, jesteście w stanie przygotować się i odpowiednio zareagować, kiedy przydarzy Wam się ona po raz kolejny.

A nie mówiłam, że nas mózg jest super-sprytny? :) Błyskawicznie ocenia, które informacje mogą nam się jeszcze przydać i to właśnie je wyławia z natłoku innych i zapamiętuje.



Jak to się ma do psów? – możecie zapytać. Otóż psy, tak jak ludzie, są ssakami – nasze mózgi pod wieloma względami są do siebie podobne. Mechanizmy uczenia się i zapamiętywania działają u psów niemalże identycznie jak w ludzkich mózgach – ich również dotyczą efekty pierwszeństwa i świeżości.

Wiedza o istnieniu tych efektów może nam bardzo pomóc w planowaniu sesji treningowych czy spacerów z naszym psem. Jeśli nie chcemy, żeby pies przed spacerem szczekał i piszczał jak oszalały, zadbajmy o to, aby spacery zawsze zaczynały się i kończyły spokojnie, bez pobudzania, szaleństwa, zabaw. Ćwicząc z psem dane polecenie zacznijmy od prostego, dobrze opanowanego przez psa elementu, który pięknie wykona zasługując na nagrodę. Kończmy zawsze sukcesem, pochwałą i nagrodą. W ten sposób pies kojarzy ćwiczenia z miłym doświadczeniem, nabiera wiary w siebie, ma motywację do dalszych ćwiczeń. Zamiast ćwiczyć długo i pozwalać aby kolejne informacje wyrzucały z pamięci psa te poprzednie – róbmy krótkie sesje, każdą z nich oddzielając przerwą. W ten sposób tworzymy wiele sytuacji, z których każda ma dobrze zapamiętany początek i koniec.
                                                                                                                                


*
       
Psychologia jest dla mnie absolutnie fascynująca, bo daje nam często łatwe i gotowe rozwiązania problemów, tłumacząc proste mechanizmy naszego funkcjonowania. Nam pozostaje tylko poznać i zrozumieć te mechanizmy, a potem zastosować zdobytą wiedzę w praktyce.


I co, ile udało się Wam z tego zapamiętać? :)

9/07/2016

MAGIA SPACERU

MAGIA SPACERU


Odkąd Wally ukończył obowiązkowy komplet szczepień i otrzymaliśmy zielone światło od weterynarza, każdego dnia odbywa się nasz mały, wspólny rytuał. Gdy wybija godzina S (S jak Spacer), ubieramy się – Wally w swą najpiękniejszą, stylową niebieską obróżkę, ja w swoje najgorsze, przesiąknięte na wskroś zapachem parówki, żółtego sera i innych pyszności noszonych w kieszeniach, spodnie – i wyruszamy na wyprawę. Wyprawa polega na załadowaniu spacerowego niezbędnika, psa i siebie do samochodu i przebyciu 7-minutowej trasy, która dzieli nasz dom od pobliskiego Parku Skaryszewskiego.

Sama podróż samochodem nie jest może najprzyjemniejszym doświadczeniem – Wally wciąż jeszcze nie czuje się w aucie najlepiej – ale to tylko krótka niedogodność przed tym, co nas za chwilę czeka. A czeka nas piękno i magia SPACERU!

Spacer, to jedno z tych haseł, które przede wszystkim kojarzą nam się z posiadaniem psa, haseł o którym niektórzy mówią, krzywiąc się lekko, „obowiązek”. Oczywiście, właśnie spacer jest najbardziej „pracochłonnym” elementem opieki nad psem, wymaga poświęcenia psu czasu, uwagi i kreatywności, regularnie, codziennie. Jest to jednak również chyba najlepszy i najbardziej wartościowy dla naszego psa element dnia, dlatego im fajniej, milej i przyjemniej jest po obu stronach smyczy, tym lepiej!



A czym wraz z Wallym zajmujemy się podczas naszych codziennych przechadzek?


SPACEROWANIE – PO PROSTU

No tak – przecież na tym w końcu polega spacer. Chodzi o to, aby chodzić. Nie pokonywać jakiejś konkretnej trasy, nie osiągać jakiegoś konkretnego celu. Tylko „iść, ciągle iść, w stronę słońca” (no, może jednak, ze względu na komfort psa wybierajmy raczej zacienione miejsca). Wraz z Wallym więc chodzimy. Ja idę sobie spokojnie, gdzieś przed siebie, rozglądając się dookoła i starając się przewidywać potencjalne zagrożenia, które lepiej omijać, żeby nie zakłócić sielankowej atmosfery. Wally w tym czasie biega sobie dookoła, węszy, obserwuje wiewiórki, kaczki, wrony, nosi patyki i zajmuje się wszystkimi Ważnymi Psimi Sprawami. W tym czasie prawie się nie odzywam, nie wołam go, nie przeszkadzam w samodzielnym odkrywaniu świata. Mogę za to z przyjemnością zauważać i doceniać drobne, zwyczajne elementy krajobrazu, które dla trzymiesięcznego szczeniaka są absolutnie fascynujące i współodczuwać radość, jaka wiąże się z ich poznawaniem.

NAUKA

Oczywiście, spacerowanie i odkrywanie nowych zapachów, przyrody i miejsc samo w sobie jest nauką. Miejski park jest źródłem wielu cennych lekcji. Wally spacerując uczy się, że niekoniecznie trzeba z radością witać każdego przechodzącego człowieka, że obcego psa można spokojnie ominąć szerokim łukiem, bez konieczności spotykania się z nim, że przejeżdżające nieopodal rowery i wózki dziecięce to zwyczajny element krajobrazu, który można najzwyczajniej w świecie zignorować. Dodatkowo jednak, zawsze wykorzystuję napotkane spokojne, puste miejsca na powtórzenie ćwiczeń, których uczyliśmy się już w domu. Najważniejsza ze wszystkich nauka przywoływania oraz kilka innych komend ćwiczą koncentrację psa na przewodniku, pozwalają mu zmęczyć się nie tylko fizycznie, ale i umysłowo i przy okazji zapracować na kilka pysznych smakołyków. Przyjemne z pożytecznym!

ZABAWA

No pewnie, że się bawimy! Zabawa dla szczenięcia jest potrzebą nieelastyczną, czyli tak samo ważną do prawidłowego rozwoju jak jedzenie czy sen. Musi więc być spełniana, kiedy tylko szczeniak wykazuje na to ochotę. Czyli prawie zawsze. J Nasze zabawy w parku to głównie wspólne bieganie i wzajemne gonitwy, przepychanki i tarzanie się w trawie, przeciąganie szarpaka. Lubię też zorganizować małemu chociaż jedną zabawę węchową – po prostu rozsypuję mu smaczki w trawie lub wtykam w korę drzewa, a jego zadaniem jest znalezienie i zjedzenie wszystkich, co do jednego! Zabawa węchowa, w przeciwieństwie do tych poprzednich, pozwala psu się uspokoić i wyciszyć, wymaga koncentracji i pracy umysłowej. I znów same zalety – dla ciała i umysłu.

NICNIEROBIENIE

Tak! To również niezwykle ważny element spaceru! Co pewien czas siadamy sobie w zacienionym miejscu, pijemy wodę i po prostu odpoczywamy nie robiąc nic. Kilka tak spędzonych minut uczy psa odpoczywania i opanowania emocji, również na dworze, w nieznanych miejscach. Dla szczeniaka jest to dodatkowo ważne, bo długi spacer jest dla niego po prostu fizycznie wyczerpujący. W czasie nicnierobienia może sobie poleżeć, odetchnąć i nabrać sił.



I tak nam właśnie mijają codzienne spacery. Wspólnie odkrywamy nowe miejsca, bawimy się, uczymy i odpoczywamy. A później, zmęczeni i uśmiechnięci, znów ładujemy się do samochodu i wracamy do domu na zasłużoną drzemkę.

Takie doświadczenia nie tylko pozwalają nam obojgu cieszyć się każdym spacerem, ale również, a nawet przede wszystkim uczą nas wzajemnego zrozumienia i zaufania. A przecież to właśnie jest podstawą prawdziwych, trwałych więzi i przyjaźni.


Tak więc, smycze w dłoń! I naprzód – po kolejną wspólną przygodę!


No chodź! Na co czekasz? :)

Mostek to też ciekawa sprawa!
Gdzieś tu wyraźnie czuję parówkę...

Chwila odpoczynku
A w domu czas na drzemkę!




8/30/2016

WALLY SAM W DOMU

WALLY SAM W DOMU


Po kilku wspólnych, (prawie) sielankowych dniach, nadszedł wreszcie i ten moment. Moment trudny i rozdzierający matczyne serce. Moment rozłąki.

Ok, wiem, że to tylko na godzinę, wyskoczę szybko do sklepu i zaraz wracam. Zapasy zgromadzone na pierwszych kilka dni się kurczą, a P. mimo swojej anielskiej cierpliwości, chciałby zjeść w końcu obiad inny niż ten, powtarzający się od początku tygodnia, gotowany naprędce z resztek, bo cała uwaga skupiona jest na ogoniastym członku rodziny. Wiem, że nie ma co przeżywać, bo pies musi nauczyć się przebywać w domu bez ciągłego towarzystwa. Ale i tak, dusza płacze, a myśli straszą: ”a jeśli będzie mu samemu tak strasznie źle?”, „a co jak będzie piszczał/szczekał/wył?”, „a jak pod moją nieobecność zje pół mieszkania albo zrobi sobie krzywdę?”. Ale cóż, nie ma wyjścia, Wally w domu czuje się już spokojnie i pewnie – czas na próbę!



Jak pomóc szczenięciu nauczyć się zostawania samemu w domu?


1.       OSWAJANIE Z SAMOTNOŚCIĄ

Od samego początku, gdy tylko Wally poznał już swój nowy dom, zostawialiśmy go samego na krótkie chwile. Jako pierwsze próby: wychodzenie do łazienki  czy innego pokoju. Następnie opuszczenie mieszkania, zamknięcie drzwi, odczekanie chwili i powrót. Stopniowo wydłużaliśmy czas nieobecności – np. wynosiliśmy w tym czasie śmieci. Ważne, aby szczeniak przyzwyczaił się do tego, że na jakiś czas zostaje sam, ale zawsze, ZAWSZE ktoś do niego wróci. Wystarczy tylko cierpliwie poczekać.

2.       RYTUAŁY

Psy lubią żyć życiem spokojnym, przewidywalnym i uporządkowanym. W takich warunkach czują się bezpiecznie, wiedzą co się za chwilę wydarzy i łatwiej jest im zachować spokój. Wiadomo, dla nas również nagłe, nieprzewidziane sytuacje są często źródłem stresu i nerwów, rutyna zaś wycisza i daje poczucie kontroli. Dlatego dobrym pomysłem jest wprowadzenie pewnych rytuałów, które będą dla psa sygnałem mówiącym, co teraz ma nastąpić. W tym przypadku u nas jest to wyrażenie-klucz: „zaraz wracam”. Za każdym razem kiedy Wally ma zostać sam, już w drzwiach wychodzący mówi „zaraz wracam”. I widzę, że powoli znaczenie tych słów jest przez psa zapamiętywane: nie biegnie wtedy do drzwi w gotowości do spaceru, tylko siedzi spokojnie i przygląda się osobie wychodzącej.

3.       ROZRYWKA

Samemu w domu można się nudzić. Szczególnie gdy jest się niespełna trzymiesięcznym, pełnym energii szczeniorem, który właśnie się wyspał i jest gotowy na nowe wrażenia, wyzwania i zabawy. A ludzki opiekun i dostawca rozrywki akurat się zabiera i wychodzi. Skandal.
Aby ta nuda nie podpowiedziała Wally’emu jakiegoś świetnego pomysłu na spędzenie wolnego czasu, jak na przykład wnikliwe zapoznanie się z książkami z dolnej półki regału, staram się zostawić mu coś, czym będzie mógł się zająć pod naszą nieobecność. Jakiś fajny przysmak, który wymaga długiego i dokładnego żucia czy tekturowe pudełko (np. po herbacie, jakichś tabletkach itp.) wypchane papierem i poukrywanymi gdzieniegdzie kawałkami pysznej kiełbaski, do której trzeba się jakoś dobrać, sprawdzają się w tej roli idealnie. Nie tylko zapewniają psu rozrywkę, ale też pomagają się wyciszyć i spokojnie przeczekać czas rozłąki.

4.       BEZPIECZEŃSTWO

O tym krótko, bo wiadomo – szczeniak w domu od początku wymaga zastosowania różnych zasad bezpieczeństwa. Przed wyjściem warto jednak jeszcze raz sprawdzić, czy na pewno pomieszczenia, do których psiak nie powinien wchodzić pod naszą nieobecność są szczelnie zamknięte, czy gdzieś w zasięgu ząbków nie wystają żadne szalenie zachęcające kable, czy w misce jest świeża woda. Będziemy mieć pewność, że naszemu ukochanemu psiaczkowi nic w domu nie zagraża.


U nas zastosowanie tych kilku zasad zdecydowanie się sprawdziło. Gdy godzinę później wbiegłam do mieszkania z torbami zakupów w rękach i duszą na ramieniu, przywitały mnie: fragmenty rozszarpanego w drobny mak pudełeczka, merdający ogonek i błędne, zaspane spojrzenie.


„No i po co te nerwy? Ja tu sobie tylko spokojnie spałem.” Mój kochany szczeniak zen.

8/24/2016

BIAŁO – CZARNA REWOLUCJA

BIAŁO – CZARNA REWOLUCJA


Nareszcie! Po miesiącach planowania, tygodniach oczekiwania, ekscytacji i niecierpliwego śledzenia dni w kalendarzu – jest! Od niedzieli jest już z nami mała, biało-czarna istotka, która w ułamek sekundy absolutnie skradła nasze serca.

Szanowni Państwo, mam zaszczyt przedstawić – oto nasz mały whippet, Wally!


Jak zmienia się życie, gdy pojawia się w nim szczeniak? Odpowiedź brzmi – diametralnie.

Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę z tego, ile fascynujących atrakcji zapewnia otaczający nas świat! Jak bardzo pachnąca jest trawa, jakie mięciutkie poduszki, jakie smaczne okruszki na podłodze w kuchni. Wszystko trzeba sprawdzić, wszędzie wejść, poniuchać, zasmakować.

Do tego miasto składa się z tylu dziwnych dźwięków. Coś szumi, coś brzęczy, coś dzwoni, coś powarkuje. Niby w pobliżu domu jest spokojnie i bezpiecznie, ale lepiej być czujnym – uszy pracują!

Dziąsła swędzą, a ostre zęby potrzebują gryźć, gryźć, gryźć. Więc gryziemy – wszelkie możliwe podsuwane przez ludzi zabawki i przysmaki, frędzelki koca, nogi krzesła, róg poduszki, zwisającą zbyt nisko ścierkę, kawałek znalezionego gdzieś w kącie papierka, szeleszczący listek. No i ręce – te nadają się do obgryzania jak nic innego! Szkoda tylko, że ci ludzie jakoś nie bardzo chcą na to pozwalać…


Dom ożył, wszystko się rusza, a oczy trzeba mieć dookoła głowy. Na kanapie nagle zrobiło się dużo mniej miejsca – fascynujące jak długi potrafi stać się malutki, smacznie śpiący whippecik. Forma z dnia na dzień coraz lepsza – kilkanaście przebieżek dziennie po schodach z drugiego piętra i z powrotem robi swoje. Absolutnie nie ma czasu na nudę. Za to jest mnóstwo słodyczy, przytulanek, śmiechu i miłości. A po całym dniu wrażeń – trochę rozpychający się z łóżku, ale miluśki termoforek, grzejący nas dzielnie przez całą noc.


Taką rewolucję polecam każdemu!

8/16/2016

DLACZEGO NA SZCZĘŚCIE WARTO TROCHĘ POCZEKAĆ

DLACZEGO NA SZCZĘŚCIE WARTO TROCHĘ POCZEKAĆ


Decyzja zapadła, odpowiedzi na wstępne pytania (znajdziecie je tutaj) zostały gruntownie przemyślane. Hodowla już wybrana, a my w ciągłym kontakcie z hodowcą obserwujemy narodziny szczeniąt, a później zmiany, zachodzące w szaleńczym tempie – od ślepego, nieporadnego szczurka do „pełnoprawnego” pieska w zaledwie kilka tygodni. Tygodnie te jednak ciągną się niemiłosiernie, oglądamy nowe zdjęcia maluchów, kompletujemy wyprawkę dla naszego wybrańca i czekamy, czekamy. Aż w końcu, widząc 7-tygodniowego szczeniaczka, który biega, wesoło się bawi i samodzielnie je już z miski, stwierdzamy: „Już jest taki duży, radzi sobie sam, zabieram go! Nie mogę się już doczekać!”. No właśnie, a może jednak warto wytrzymać jeszcze chwilę?


Czas szczenięctwa trwa ok. 6 miesięcy i dzieli się na poszczególne etapy, charakteryzujące się przemiennym stopniem wrażliwości na nowe bodźce, czyli po prostu stopniem odczuwania lęku. Przez pierwsze dwa tygodnie po narodzinach, pieski są ślepe i głuche – w tym czasie, są zupełnie uzależnione od matki i jej pokarmu, które odnajdują za pomocą węchu i dotyku. To okres wysokiej lękliwości, każdy nowo odczuwany przez szczenię bodziec, każde oddzielenie go od matki i rodzeństwa wiąże się z silnym stresem. Jest to jednak również czas niezwykle istotny – jego prawidłowy przebieg daje psu silne fundamenty do budowania relacji z innymi psami, spotykanymi później przez całe jego życie – te pierwsze dwa tygodnie uczą psa, że jest psem, a inne psy dają poczucie spokoju i bezpieczeństwa.

W trzecim tygodniu życia otwierają się oczy i uszy szczeniąt i świat zaczyna bombardować je ogromem nowych bodźców. Morze dźwięków, dziwnych ruchów i obiektów – szczenię musi w krótkim czasie nauczyć się mnóstwa nowych rzeczy. Dlatego jest to okres zmniejszonego lęku – tu nie ma czasu na strachliwość, trzeba poznawać, odkrywać! Właśnie w tym okresie kluczowa jest rola człowieka – aby pies mógł żyć wśród ludzi, czuć się przy nas bezpiecznie, chcieć z nami współpracować, właśnie w tym okresie, między trzecim a piątym tygodniem życia, MUSI zobaczyć i poznać człowieka. Ważne, żeby te kontakty były przyjemne, miłe i bezpieczne, ponieważ wystarczy doświadczenie z jednym człowiekiem, aby pies przez ten pryzmat postrzegał wszystkich kolejnych spotykanych na swej drodze ludzi. Dlatego właśnie warto szukać ciepłych, domowych hodowli – psy od początku uczą się tam nie tylko typowych domowych sytuacji i odgłosów, ale przede wszystkim tego, że kontakt z człowiekiem jest po prostu fajny.

Nadchodzi szósty tydzień życia i nagle odważne maluchy zaczynają przejawiać większy strach i wrażliwość. Nowe, intensywne bodźcie są dla nich trudne, powodują duże napięcie i stres, a tak mały pies nie potrafi sobie jeszcze ze stresem odpowiednio i zdrowo radzić. Drugi okres zwiększonej wrażliwości to właśnie czas między szóstym a ósmym tygodniem życia – czyli moment, kiedy, niestety, najczęściej szczenięta trafiają do nowych domów. Mały piesek, dla którego każde nowe doświadczenie jest teraz wyjątkowo trudne, zostaje nagle zabrany w nieznane mu miejsce, przez obcych ludzi, oddzielony od matki i rodzeństwa, zdany wyłącznie na siebie. Wokół niego same niewiadome, absolutny brak poczucia bezpieczeństwa, brak wsparcia. Takie doświadczenia mogą powodować nieodwracalne zmiany w psychice psa. Nasz brak cierpliwości może zafundować mu lękliwość i nieufność do końca życia.

Szalenie istotna dla rozwoju szczeniąt jest zabawa. Dla małych psów jest to potrzeba nieelastyczna, czyli taka, która MUSI być spełniana bez ograniczeń, zawsze gdy piesek wykazuje na to ochotę. Gdy tylko pieski zaczynają widzieć i słyszeć, rozpoczynają wzajemne przepychanki, podgryzanie, zaczepiają też matkę i inne dorosłe psy w otoczeniu. Nie raz zdarzy się, że ostre ząbki złapią przeciwnika odrobinę za mocno, sprawiając ból i powodując piski, odgryzienie się albo, w przypadku dorosłych psów, zdecydowaną demonstrację tego, że z większym i silniejszym lepiej nie zadzierać. Właśnie dzięki zabawie maluchy uczą się, że zęby mogą zrobić krzywdę oraz tego jak ich używać, aby zabawa nie sprawiała nikomu bólu. Zahamowane gryzienie, bo tak nazywa się umiejętność gryzienia, w sposób, który nie krzywdzi, jest absolutnie niezbędne dla funkcjonowania psa w naszym świecie – uwierzcie mi na słowo, nie chcielibyście mieć w domu psa, który choćby podczas zabawy będzie Was ranił do krwi, a może nawet wyrwać kawałek mięsa. Umiejętności wyczucia i panowania nad siłą własnej szczęki, psy uczą się od trzeciego, do nawet dziewiątego, dziesiątego tygodnia życia i mogą się jej nauczyć TYLKO w kontakcie z innymi psami. Odbierając szczenięciu możliwość zabawy z rodzeństwem w siódmym czy ósmym tygodniu, odbieramy mu też możliwość ukończenia jednej z najważniejszych życiowych lekcji.

9-12 tydzień to znów okres zmniejszonej wrażliwości. To czas kiedy pieski są coraz bardziej ciekawe świata, są samodzielne i bardzo aktywne, chcą eksplorować i odkrywać nowe otoczenie. Matka w tym czasie przestaje dopuszczać szczenięta do sutków, kończy się więc ostatecznie okres uzależnienia od jej pokarmu. Nauka zahamowanego gryzienia dobiega końca, pieski wiedzą już jak mocno można się bawić, żeby nikogo nie krzywdzić.

I to jest właśnie najlepszy czas na wzięcie szczenięcia do siebie. Możemy mieć pewność, że maluch spokojnie i prawidłowo rozwijał się w otoczeniu swojej rodziny, a teraz jest gotowy na kolejne, samodzielne doświadczenia. Od tego momentu jego świat zaczyna kręcić się wokół nas i właśnie na nas spoczywa cała odpowiedzialność za jego dalszy rozwój.

*

Pozwólmy szczeniętom spokojnie przeżyć pierwsze tygodnie dzieciństwa. Dla nas to tylko jeszcze chwila cierpliwości, dla nich, kwestia zdrowia i prawidłowego rozwoju. A zdrowy, szczęśliwy szczeniak da nam ogromne morze szczęścia, zalewające falą słodyczy. Warto na to szczęście jeszcze moment zaczekać.

8/10/2016

KILKA PYTAŃ NA DOBRY POCZĄTEK

KILKA PYTAŃ NA DOBRY POCZĄTEK


To nie są żarty. To decyzja, która zaważy nawet na kilkunastu kolejnych latach naszego życia. Znam ludzi, którzy swojej decyzji żałują każdego dnia. A przecież dobry wybór da nam tyle radości, słodkości i milusińskości ile tylko możemy sobie wymarzyć!
Na jakie podstawowe pytania powinien sobie odpowiedzieć każdy, kto decyduje się na psa?


Rasowy czy nierasowy?

Powiedzmy sobie jasno, mówmy to wszystkim, powtarzajmy to do znudzenia – absolutnie i bezwzględnie unikajmy pseudohodowli! „Rasowe szczenięta bez rodowodu” za 500zł na aukcjach internetowych to efekt często masowego rozmnażania psów, które z prawdziwym wzorcem rasy mają niewiele wspólnego. Nie mówiąc już o warunkach w jakich nierzadko rozwijają się takie psiaki od samego początku ciąży. NIE ISTNIEJĄ PSY RASOWE BEZ RODOWODU. A prawdziwy rodowód zapewniają TYLKO hodowle zarejestrowane w Związku Kynologicznym w Polsce. Szukajmy więc fajnych, domowych hodowli, hodowców-pasjonatów – to dzięki ich sercu i wiedzy możemy później cieszyć się pięknym, zdrowym, radosnym psem.

No dobrze, ale mnie nie stać na rasowego psa, a tak mi się podoba husky/buldog francuski/owczarek niemiecki/ (tu wpisz nazwę swojej ulubionej rasy). Co mam robić? Odwiedzić schronisko, zajrzeć na strony internetowe schronisk w całej Polsce lub fundacji pomagających bezdomnym psom w różnych typach ras. I uzbroić się w cierpliwość. Tak jak szukanie odpowiedniej hodowli, tak poszukiwanie wymarzonego psa do adopcji może trochę potrwać. A być może, kto wie, w najbliższym schronisku Twoje serce skradną smutne oczy Burka zupełnie niepodobnego do wcześniej wymarzonej „rasy”? Adopcja to świetne rozwiązanie dla osób, którym „niepotrzebny jest papierek”. Będziecie mieli psa prawie zupełnie za darmo a przy okazji dołożycie swoją cegiełkę w walce z bezdomnością. Tyle korzyści!

Oczywiście, są jeszcze inne możliwości – np. akurat znajomi poszukują domu dla szczeniąt swojej ukochanej suczki. Jeżeli znamy rodziców piesków, mamy pewność, że są zdrowe, rozwijają się w dobrych warunkach, są od początku odpowiednio socjalizowane, to na pewno jest to lepsza opcja pozyskania psa w typie danej rasy, niż poszukiwania pseudohodowli, o której na dobrą sprawę nie wiemy nic. Musimy jednak zdawać sobie sprawę z tego, że każde rozmnażanie psów bez uprawnień, może prowadzić do przenoszenia chorób genetycznych, np. poprzez nieświadome skrzyżowanie psów ze sobą spokrewnionych.


Szczenię czy dorosły pies?

Często spotykam się ze stwierdzeniem, że jeśli brać psa to tylko szczeniaczka, bo wtedy wychowuje się go wedle swoich preferencji i czuwa nad całym jego rozwojem. A poza tym czy jest coś rozkoszniejszego niż mała, futrzasta kuleczka, brykająca wesoło po domu i odkrywająca wraz z nami fascynujące tajemnice tego świata? I oczywiście jest w tym sporo prawdy. Nie można jednak zapominać, że wychowanie szczeniaka wymaga ogromnej pracy, wrażliwości, cierpliwości i sporej ilości wolnego czasu. To opiekun musi wytłumaczyć takiemu maluchowi wszystkie zasady panujące w domu i na zewnątrz, zadbać o jego odpowiednią socjalizację, nauczyć czystości, a potem obserwować jak wraz z upływającymi miesiącami jego malutki słodziak zamienia się w zwariowanego, zalanego morzem hormonów nastolatka. I zaczynać naukę od początku. Nie każdy ma na te przeżycia czas, chęć i umiejętności. I właśnie wtedy warto pomyśleć o dorosłym psie, który większość zasad kierujących naszym światem ma już dobrze przemyślanych i poukładanych. Oczywiście, tych zasad uczył go ktoś inny, a niejednokrotnie samo życie, więc tu również czeka nas praca, aby z takim mędrcem odpowiednio się dogadać. Ale za to unikamy okresu nastoletniego buntu!


Jaka rasa?

Pies to najbardziej zróżnicowany gatunek na Ziemi, w obrębie którego występują zarówno małe, kudłate Yorki, jak i wielkie, krótkowłose Dogi. Mamy więc psy małe i duże, włochate i łyse, szybkie i powolne. Mamy rasy, które przez lata były przystosowywane do różnych typów pracy – stróżowania, tropienia, aportowania, pogoni za zwierzyną. Rasy różnią się więc od siebie nie tylko wyglądem, ale i temperamentem oraz stopniem nasilenia instynktów, które sprawdzały się w pracy wykonywanej przez lata dla człowieka. Warto dowiedzieć się o upragnionej rasie jak najwięcej, najlepiej nie tylko z książek czy Internetu, ale również rozmawiając z hodowcami i właścicielami, mającymi wiedzę i praktyczne doświadczenia.

Jeżeli więc decydujemy się na kupno psa rasowego, pozostaje nam wybór rasy, która spełni nasze wszystkie oczekiwania! No właśnie, czy to w ogóle jest możliwe? Wybierając psa musimy pamiętać, że bierzemy pod swój dach odrębną, indywidualną jednostkę. Psy, tak jak ludzie, różnią się między sobą nie tylko ze względu na cechy rasy, jaką reprezentują, ale również poprzez indywidualne cechy osobowości oraz doświadczenia. Obowiązkiem właściciela jest dostrzeganie i akceptowanie indywidualności psa, nawet jeśli to oznacza, że trzeba będzie zweryfikować swoje marzenia o przesiadywaniu z psem w miejskich kawiarniach, w otoczeniu tłumu ludzi, albo o wiecznym, bezczynnym wylegiwaniu się na kanapie przed telewizorem.


Pies czy suka?

Tutaj krótko, nie chcę się zbytnio na ten temat rozpisywać, bo szczerze mówiąc nie uważam, żeby płeć psa miała duże znaczenie. Tak jak w przypadku rasy, również płeć nie pozwala nam na generalizowanie – osobowość, temperament, doświadczenia to kwestie indywidualne i każdy pies jest inny. Niezależnie od płci, nasz pies będzie wymagał od nas tyle samo pracy, czasu, zrozumienia i miłości. Zazwyczaj każdy z nas ma po prostu własne preferencje – i uważam, że właśnie tymi preferencjami warto się kierować.



Przed wzbogaceniem swojego życia o czworonożnego członka rodziny, warto poświęcić trochę czasu na gruntowne i uczciwe przemyślenie naszych oczekiwań i możliwości. W końcu rzadko mamy okazję tak skrupulatnie wybrać najlepszego przyjaciela!


Życzę wszystkim cierpliwości w dokonywaniu wyborów!

8/08/2016

BĘDZIEMY MIELI PSA!

 BĘDZIEMY MIELI PSA!



Od kilku tygodni budzę się z tą myślą każdego ranka. I właśnie ta myśl sprawia, że uśmiecham się szeroko nawet mimo wczesnej godziny, deszczowych chmur za oknem, czy P. narzekającego, że znów ten budzik i trzeba iść do pracy. I nawet dietetyczne śniadanie jakoś bardziej mi smakuje.


BĘDZIEMY MIELI PSA!


Już pod koniec sierpnia do naszej dwuosobowej, do tej pory, rodziny, dołączy nowa, biało-czarna, czterołapna istotka, spełniając nasze (no, może odrobinkę bardziej moje… ;) ) marzenie. Marzenie, do którego staram się jak najlepiej i najrzetelniej przygotować. W końcu już wkrótce będę tworzyć rzeczywistość  żywego, czującego, myślącego, niepowtarzalnego stworzenia. To ogromna odpowiedzialność i każdy kto rozważa wzbogacenie swojego życia o psiego przyjaciela powinien być tego świadomy.

A PO CO TEN BLOG?


Chciałabym w tym miejscu dokumentować rozwój wspaniałej ludzko-psiej przyjaźni. Dzielić się swoimi przemyśleniami, doświadczeniami, wątpliwościami. Rozwijać zdobywaną wiedzę. Poznawać ludzi, których, tak jak mnie, fascynuje psi świat oraz fenomen absolutnie wyjątkowej, niepowtarzalnej relacji łączącej ludzi i psy, tak odmiennie przecież gatunki.

Zechcecie towarzyszyć mi w tej rozpoczynającej się właśnie przygodzie?
Spróbujmy DOGłębnie przyjrzeć się światu widzianemu psimi oczami!


Zapraszam!




Copyright © 2016 Blog DOGłębny , Blogger