10/24/2016

ZACHOWAJ DYSTANS!

ZACHOWAJ DYSTANS!


Typowe rodzinne spotkanie, z typowej, zazwyczaj nieco odświętnej okazji. Krewni, mniej czy bardziej lubiani, widywani raz w roku, lub rzadziej, padający sobie ramiona. Wznoszone co i rusz okrzyki: „Jak ta nasza córcia/wnusia wyrosła!”, „Jaka jesteś śliczna!”, „Jaki przystojny młodzieniec z tego naszego Jasia/Stasia/Wiesia!”. I do tego przytulanie, całusy i poklepywanie po główce przez rozanielone ciotunie. Chyba każdy z nas to zna. Co więcej, każdy z nas miał zapewne okazję być kiedyś wycałowaną wnusią/córcią lub zagłaskanym Jasiem/Stasiem. Ręka do góry, kto w tej sytuacji czuł się swobodnie i przyjemnie! No właśnie…

Są to dla nas jednak sytuacje wyjątkowe, doświadczamy ich rzadko, rozumiemy, że to nieodłączna część pewnej tradycji. Zresztą, przecież ci wszyscy krewni są jednak dla nas osobami znajomymi, a nawet bliskimi. Jak jednak czulibyście się, gdyby takie wybuchy czułości okazywali wobec Was obcy ludzie w parkach, na ulicy, na przystankach? Nie wiecie? Zapytajcie swoich psów!

Założę się, że każdy opiekun psa niemalże codziennie spotyka się z sytuacjami, w których ludzie mijani na ulicy, na widok psa zaczynają go wołać, zagadywać, cmokać, no i oczywiście głaskać. Zresztą, niech pierwszy rzuci kamieniem ten, komu nigdy w życiu nie zdarzyło się wyciągnąć ręki do przechodzącego obok pięknego, puszystego czworonoga, którego błyszcząca sierść czy zawadiackie uszy aż się proszą o mizianie i tarmoszenie. Przecież to takie przyjazne zachowanie, ja tak lubię pieski, a pieski lubią być głaskane. No właśnie nie do końca…



Psy, podobnie jak ludzie, mają poczucie swojej strefy osobistej.

Dla człowieka jest to zwykle ok. 50 cm-12o cm. Taki dystans utrzymujemy w zwykłych kontaktach z osobami, które znamy i lubimy. Dystans ten zmniejszamy w kontaktach z osobami bardzo nam bliskimi – bliskość i dotyk takich osób jest dla nas przyjemny. Natomiast ludzi obcych staramy się utrzymywać w większej odległości, ich natarczywe zbliżanie się powoduje w nas często dyskomfort, a nawet niepokój.

Strefa osobista psa to mniej więcej dystans dwóch metrów, zachowywanie właśnie takiej odległości od nieznajomego, daje psu poczucie komfortu. Zmniejszać odległość i pozostawać w strefie osobistej psa mogą tylko osoby bliskie, które pies zna i którym ufa. Ciągłe zagadywanie czy dotykanie, szczególnie okolic głowy (a przecież to tam znajdują się te słodziutkie uszka) przez osoby przypadkowo spotkane na ulicy może być dla psa źródłem niepokoju i wiązać się z poczuciem zagrożenia, szczególnie kiedy obca osoba zbliża się bardzo szybko, idąc prosto na psa, pochylając się nad nim, gwałtownie wyciągając ręce. Reakcja przestraszonego takim zachowaniem psa okazać się może bardzo szybka i nerwowa. A potem będzie krzyk, że pies jest agresywny i dlaczego chodzi bez kagańca…



Jak w takim razie unikać takich sytuacji?

Przede wszystkim wykażmy się odrobiną empatii. Postarajmy się zrozumieć, że pies, nawet nasz własny, nie jest pluszową zabawką, której podstawową funkcją jest bycie milusią i przytulaną kiedy tylko komukolwiek przyjdzie na to ochota. To odrębna, myśląca i czująca istota, która nie zawsze musi mieć ochotę na pieszczoty – podobnie jak my czasami wolimy mieć spokój i zachować dystans, nawet w stosunku do naszych najbliższych. Nie narzucajmy naszego dotyku psom spotkanym na ulicy – nie mamy prawa zakładać, że nieznany nam pies zinterpretuje nasze zachowanie jako przyjazne i nie odczuje konieczności obrony swojego bezpieczeństwa.

Obserwujmy naszego psa – wrażliwość na sygnały przez niego wysyłane pomoże nam ocenić jaki dotyk i w jakich sytuacjach sprawia mu przyjemność, a kiedy pies może jeszcze daną sytuację toleruje, ale daleko mu jest do zadowolenia. Psy, jak wszystkie ssaki, potrzebują ciepła i bliskości, aby prawidłowo się rozwijać i same do tej bliskości dążą, pozwólmy im jednak zadecydować samodzielnie o tym, jaki dystans jest dla nich aktualnie komfortowy.

Trenujmy asertywność. Uczmy się odmawiać ludziom na spacerach możliwości dotykania naszego psa. Może i ktoś się na nas obrazi, ale czy chwilowa satysfakcja obcej osoby naprawdę jest ważniejsza od spokoju naszego ukochanego psa? Edukujmy dzieci – to one często reagują szybko i spontanicznie, co może być dla psa trudne do zniesienia. Tłumaczmy jak należy zachowywać się, aby pies czuł się swobodnie, uczmy spokoju i cierpliwości, pokazujmy, że to pies podchodzi do nieznajomego, jeśli ma na to ochotę, a nie na odwrót. To właśnie takie proste, codzienne sytuacje pomagają kształtować postawy i zrozumienie w społeczeństwie.


*



Psy od wieków towarzyszą człowiekowi, są naszymi stróżami, pomocnikami, towarzyszami, członkami rodziny i najlepszymi przyjaciółmi. Nic więc dziwnego, że budzą w nas tyle pozytywnych emocji i chęć okazania im naszej sympatii. Pamiętajmy jednak o tym, że czasem to, co nam wydaje się przyjazne i miłe, dla drugiej strony może być nieco mniej fajne. Zamiast szalonego wybuchu czułości okażmy psu szacunek, spokój, poczęstujmy jakimś pysznym kąskiem.
Bądźmy ludźmi, którzy dają się lubić!

10/06/2016

ŁAPACZ SNÓW

ŁAPACZ SNÓW


Opowiem Wam dziś historię ekspansji terytorialnej. Historię podboju i zawłaszczenia. Historię dzielnej, choć krótkiej walki, a w końcu również kapitulacji. A wszystko to pod mroczną osłoną nocy. Ale od początku…



Decydując się na szczeniaka, ustaliliśmy z P. kilka żelaznych zasad, których będziemy się trzymać. Wiedzieliśmy na co chcemy i możemy psu pozwolić, a co od samego początku będzie zabronione. Jedno z tych postanowień brzmiało: „pies na pewno nie będzie spał z nami w łóżku”. Mieliśmy ku temu swoje powody. Po pierwsze, oboje mieliśmy doświadczenie z psami w domach rodzinnych i psy te nigdy nie były wpuszczane do łóżka, a nawet na kanapę czy fotel – bo to niehigieniczne, bo wszędzie zostawiają tony kłaków, bo miejsce psa jest na ziemi. Po drugie, w naszym obecnym mieszkaniu nie istnieje sypialnia jako taka – łóżko znajduje się na „półce” podwieszonej pod sufitem, niezabezpieczone żadnymi barierkami, a prowadzą do niego strome schody, bardziej przypominające drabinę. Ryzyko, że młody podczas wchodzenia na górę, czy po prostu w ciągu nocy, spadnie i zrobi sobie krzywdę, wydawało nam się dość duże. A tego zdecydowanie byśmy nie chcieli.

Wydaje mi się, że to argumenty dość racjonalne i przekonujące. Cóż, nie dla whippeta :)

Podłoga w rozumieniu Wally’ego wydaje się być tylko mniej przyjemnym, dość zimnym i twardym elementem domu, który trzeba pokonać w drodze z fotela na kanapę. No ok, ewentualnie można na niej trochę postać w czasie jedzenia z miski. Ale leżeć? No way! Chude, kościste, bezfuterkowe ciałko księciunia zostało stworzone do tego, aby otaczały je miękkie podusie i ciepłe kocyki. Dodając do tego naturalną psią potrzebę bezpieczeństwa i bliskości, które zapewnia spanie w grupie, tworzy nam się łóżkowy potwór, z którym naprawdę trudno się walczy.

Bezpieczne spanie tylko na kupie! - szczeniaki w hodowli Malgranda Fasko


Przez pierwszy tydzień Wally’ego w naszym domu, spaliśmy nie w łóżku, a na kanapie, na dole, tak, aby maluch mógł być blisko nas i czuć się bezpiecznie. Później rozpoczęliśmy operację „powrót do sypialni”, przygotowani na szczeniaczkowe jęki, piski i płacze rozdzierające serce. To, czego się jednak nie spodziewaliśmy to fakt, że desperacja pomaga przezwyciężyć każdy strach. Pierwszego dnia, po serii spodziewanych szlochów, zapadła nagle cisza. A potem ciche szuranie, stuki, sapanie i… Wally był już na górze. W ciemności zobaczyliśmy tylko lekko wytrzeszczone ze strachu oczy, a potem nastąpiło dzikie powitanie: „Tak się cieszę, że Was widzę! Ryzykowałem życie, żeby do Was dotrzeć! Ale nie martwcie się, teraz już jesteśmy razem i możemy spokojnie, bezpiecznie spać!”.
Następnie próbowaliśmy różnych metod blokowania schodów. Walizki, bramki, przedmioty, próby ustawiania ich na różnych stopniach schodów. Z niektórymi Wally radził sobie w kilkanaście minut – zrzucał je, przeskakiwał, wdrapywał się, przeciskał obok. Inne wymagały od niego dłuższego kombinowania, okraszonego upiornymi wrzaskami, które absolutnie nie pozwalały nam zasnąć. Leżeliśmy więc w ciemności, słuchając potępieńczych jęków wydobywających się z trzewi 3-miesięcznego szczeniaczka i czekaliśmy aż któryś mniej cierpliwy sąsiad naśle na nas w końcu policję, której będziemy tłumaczyć, że wcale nie znęcamy się w tym domu nad żadnymi zwierzętami. Wally na pewno niezmiernie ucieszyłby się z takich odwiedzin. Nowi, fajni ludzie w mundurach, którzy może nawet podrapią po zadku? Bomba!

Najwidoczniej mamy jednak wyjątkowo cierpliwych sąsiadów. Na pewno bardziej cierpliwych od nas. My po kilku takich akcjach i zarwanych nocach zaczęliśmy mięknąć. 
P. wzdychał: „Jemu chyba tak  bardzo źle jest samemu. Pomyśl jakie te schody muszą być dla niego przerażające! To jest prawdziwa determinacja!”. Poza tym, przecież taki niewielki pies wcale aż tak w łóżku nie przeszkadza. Leży sobie spokojnie na kołderce, jest taki milutki i ciepły. Nie wierci się i nie zbliża do miejsc, z których mógłby spaść. Kłaków nie zostawia, bo przecież prawie ich nie ma. I tak dotarliśmy w naszej historii do miejsca, w którym rozpoczęła się psia ekspansja łóżkowa i ludzkie pogodzenie się z losem przegranych w tej bitwie. Pocieszamy się małym sukcesem negocjacyjnym – dopóki na górze pali się światło, Wally leży sobie grzecznie na kanapie. Wspinaczkę dołóżkową rozpoczyna dopiero gdy zapadnie ciemność.

W kochającej się rodzinie każdy czasem musi pójść na kompromis.



*


A fakt, że mały szczeniorek z dnia na dzień przestaje być taki mały, łapy niebezpiecznie się wydłużają, a tułów zajmuje coraz więcej łóżkowej przestrzeni? Cóż, przecież i tak planowaliśmy kupić nową, większą kołdrę…








Copyright © 2016 Blog DOGłębny , Blogger