1/02/2017

ŚWIĘTA, ŚWIĘTA...

ŚWIĘTA, ŚWIĘTA...


Końcówka roku wiąże się często z licznymi podróżami, odwiedzaniem rodziny i przyjaciół, spotykaniem wielu różnych ludzi i zwierząt, imprezami do białego rana. Nie jest to z pewnością łatwy czas dla naszych psów. Jako, że dla mnie i Wally’ego to były pierwsze wspólne Święta i pierwszy Sylwester, postanowiłam napisać kilka słów podsumowania – co nam się udało, co było trudne i jak Młody poradził sobie w obliczu tylu nowych wrażeń.


ŚWIĘTA

Okres Bożego Narodzenia spędzaliśmy z rodziną, kursując między domami jednych i drugich rodziców. Wyzwań czekało nas naprawdę dużo. Częste zmiany miejsca i spotykany wszędzie tłum nowych osób to zawsze dla psa niełatwa sytuacja. Wally po raz pierwszy miał okazję spotkać kilkuletnie dzieci – dziwne, małe, ruchliwe i głośne ludziki J W obu domach mieszkają również niemłode już psy, które oczekują głównie świętego spokoju i nie w głowie im szczenięce figle. A dodatkowo głośne śpiewanie kolęd, stoły uginające się pod ciężarem pachnącego jedzenia, migające choinki – od tej liczby bodźców może naprawdę porządnie zakręcić się w psiej główce!

SYLWESTER

Nowy Rok postanowiliśmy przywitać na Mazurach w gronie znajomych z dala od warszawskiego huku sztucznych ogni. Zależało nam na tym, aby Sylwester był spokojny – zarówno dla ludzi jak i psów, bo poza Wallym, bawiła się z nami również Zoja, buldożka francuska. Mimo, że Wally zna Zoję od małego, to spotkanie było już trochę inne – mieliśmy szansę obserwować budzącą się powoli męskość podpowiadającą „Patrz! To jest DZIEWCZYNA!” i pierwsze próby, szczeniackich jeszcze zalotów. A poza tym czekały na nas: najdłuższa do tej pory podróż samochodem, wspaniały, leśny spacer, pierwsze w życiu ognisko (zachwytu raczej nie było), spotkanie z wściekle ujadającymi za płotem wiejskimi psami i znów nowi, wciąż nowi ludzie.


JAK SOBIE PORADZILIŚMY?

Szczerze mówiąc, od początku szykowałam się na najgorszy możliwy obrót spraw. Śmieliśmy się z P., że przecież w życiu zawsze jest tak samo – gdy zależy Ci na nieskazitelnym wyglądzie, zawsze rozwala się fryzura, pęka sukienka, a na nosie wyskakuje pryszcz, piekąc ciasto dla ważnych gości można być pewnym zakalca, a zawsze grzeczne i wesołe dziecko na spotkaniu rodzinnym nie przestaje się awanturować. I my przygotowaliśmy się na to, że Wally „zrobi nam wiochę”. Jakże niesłusznie oskarżyliśmy naszego kochanego pieseczka!

Pojawienie się w nowym miejscu oczywiście za każdym razem mocno go pobudzało, jednak byłam pod ogromnym wrażeniem tego jak szybko potrafił się wyciszyć i spokojnie położyć w kącie kanapy. Kontakty z ludźmi są dla niego ogromną przyjemnością, chociaż oczywiście staram się czuwać nad tym, żeby były one w miarę możliwości spokojne i bezpieczne. Wally bardzo ładnie dogadał się z dzieciakami – nie było łatwo przejść obojętnie obok pędzącej na małych nóżkach trzylatki, ale dobrze utrwalona komenda „odejdź” czyniła cuda – nauczyłam maluchy jak pokazywać psu, że powinien się zatrzymać i odsunąć i obie strony pięknie sobie z tym radziły.

Dużą trudność sprawiało mu spokojne przebywanie w domu z drugim psem – bardzo frustrujący był brak pozytywnej odpowiedzi na zachęty do zabawy i chwilami Wally bywał zbyt natarczywy – w tym miejscu potrzebna była interwencja i to jest zdecydowanie pole do dalszej pracy.

Ogromnie dumna byłam z niego podczas wyjazdu na Mazury – Młody świetnie radził sobie z emocjami, w głośnym, pełnym ludzi pokoju potrafił bez problemu zwinąć się w precelek na kanapie i spokojnie spać, podczas sytuacji trudnych, jak spotkanie groźnie ujadającego zza ogrodzenia psa, szukał u nas wsparcia i wspólnie świetnie daliśmy sobie radę.

Największą trudność wciąż sprawia nam jazda samochodem – niestety, Wally cierpi na silną chorobę lokomocyjną, co sprawia, że samochód, mimo tego, że służy tylko do przejazdu w naprawdę atrakcyjne miejsca, kojarzy mu się źle i budzi duży strach. Czekają nas więc kolejne próby odczarowania tego strasznego automobilu – mam nadzieję, że pomoże nam w tym trochę Karmel – spokojny, mądry pies moich rodziców, moja pierwsza psia miłość, którego wkrótce będziemy gościć u siebie na jakiś czas. Myślę, że dla Wally’ego będzie to również świetna okazja do nauki psiego savoir vivre ;)

*


Ostatnie dni były dla nas naprawdę intensywne i często niełatwe. Jednak przecież to właśnie takie momenty pokazują najwyraźniej nasze mocne strony i elementy, nad którymi trzeba pracować. Jestem naprawdę ogromnie dumna z tego, jak Wally sobie poradził, jak rośnie, jak się zmienia, jak buduje się nasza wzajemna relacja.  I mimo, że przed nami mnóstwo pracy i jeszcze wiele trudnych chwil, jestem przekonana, że na moich oczach dorasta prawdziwy SUPERPIES! 



Wspólny, świąteczny relaks

Wally i Zoja czyli mazurskie high fashion ;)

Księciunio przy kominku

Szalona impreza

Copyright © 2016 Blog DOGłębny , Blogger