2/20/2017

ZWYCZAJNE SZCZĘŚCIE

ZWYCZAJNE SZCZĘŚCIE


Kolejny szary, mokry dzień – pomyślałam dziś rano, wyglądając przez okno. Ani promyczka wypatrywanego z utęsknieniem słońca, wszędzie tylko plucha, woda, błoto i roztapiające się dowody lenistwa ludzi, którzy przez ostatnie miesiące podczas spacerów z psami woleli przysypać śniegiem niż schylić się i posprzątać. Aura raczej niesprzyjająca szerokiemu uśmiechowi i raźnemu maszerowaniu z uniesioną głową. Aura motywująca tylko do szczelnego owinięcia się kocem i lektury dobrej, choć lekkiej książki z kubkiem herbaty w dłoni. No, ewentualnie zamiast książki może być jakiś niezły serial, zagryziony pizzą z sosem czosnkowym. Bo pizza jest dobra na wszystko, a na takie dni w szczególności.

Problem w tym, że pewnej pary wyczekujących brązowych oczu, argument „kiepskiej aury” nie przekonuje. Brązowe oczy mówią jasno, choć bezgłośnie – pora na spacer, zbieraj się, ile można na Ciebie czekać? Nie ma rady, przecież sama chciałam psa, szybka kawa, kalosze na nogi, kilka psich smakołyków do woreczka i w drogę!

W parku było zaskakująco pusto i cicho, widocznie nie tylko mnie przytłoczyła szarość dzisiejszego poranka. Kałuże po kolana, błoto po kostki, potępieńcze krakanie wron, topiąca się, śliska breja na chodnikach. Krążyliśmy między gołymi krzakami starając się, głównie bezskutecznie, znaleźć ścieżki, którymi da się przejść suchą stopą. Wally dreptał z nosem przy ziemi, kompletnie pochłonięty bogactwem aromatów mokrej, leżakującej przez wiele tygodni pod śniegiem, ziemi. A ja?

A ja coraz szerzej się uśmiechałam. Bo wiecie co? Świat jest taki piękny! Z dnia na dzień zrobiło się cieplej, w powietrzu czuć wiosnę. Szare niebo to ostatni pożegnalny list zimy, zapowiedź słońca i budzącej się do życia przyrody. W parku śpiewają już ptaki! I spotkaliśmy dziś kilka wiewiórek (to akurat poza zapowiedzią nadejścia wiosny, zapowiedź kolejnego wyzwania – czyli jak urodzonego myśliwego nauczyć spokojnego mijania ruchliwych rudych kitek)! Zapach świeżej ziemi uderza nie tylko do psiej głowy. A przedwiosenne błoto też nie jest takie złe – wszak jego wielkim atutem jest to, że nie jest już zimowym śniegiem!

Wróciliśmy z Wallym do domu zrelaksowani, spokojni i zadowoleni. A ja dodatkowo z trochę banalną, ale pozytywną konkluzją – że szczęście składa się z małych, prostych radości, które są wszędzie wokół, wystarczy tylko je zauważyć. A kto może nauczyć nas uważności i wrażliwości na te drobnostki lepiej niż nasze, będące zawsze tu i teraz, spontaniczne i szczere psy? Psy, dla których największą radością jest swobodne hasanie po łące, znalezienie wspaniałego patyka w parku, wylizanie do czysta miski pełnej pysznego jedzenia albo drzemka na kanapie, przy ukochanym człowieku?

Ludzie wciąż i wciąż podejmują próby poszukiwania recepty na szczęście, nadając im różne nazwy i tworząc kolejne teorie. Moja teściowa śmiała się ostatnio, że całe życie wstawiała kwiaty do wazonów i zapalała w domu świeczki, żeby było po prostu miło, a ostatnio dowiedziała się, że realizuje tym samym modną duńską filozofię hygge. Mnie spokoju ducha, odnajdowania i doceniania prostych chwil szczęścia codziennie uczy czworonożny, chudy wariat. Przecież gdyby nie on, nie spotkałabym dziś przedwiośnia w parku!



Kochajmy nasze psy i uczmy się od nich. W końcu mamy pod swym dachem prawdziwych ekspertów do spraw szczęśliwego życia – warto czerpać z ich postawy garściami!



2/02/2017

COŚ NA ZĄB

COŚ NA ZĄB


Podłoga usłana strzępami dzisiejszej, nieprzeczytanej jeszcze gazety, nogi stołu fantazyjnie oskubane z wierzchniej warstwy drewna, ulubione skórzane buty ozdobione designerskimi dziurkami, sweter przerobiony w plątaninę wełnianych nitek… A pośród tego całego Armagedonu oczy, których spojrzenie mogłoby roztopić cały Biegun Północny, nie mówiąc o sercu bezradnego człowieka. To sceny mniej lub bardziej znane prawie każdemu opiekunowi szczeniaka. W gardle ściska, ręce opadają i nie wiadomo czy zadusić łobuza na miejscu czy usiąść i zapłakać nad marnym losem kolejnych domowych akcesoriów.


DLACZEGO PIES GRYZIE?

Gryzienie jest dla psa tak naturalną czynnością jak bieganie czy sen. I jest psu równie potrzebne do prawidłowego funkcjonowania! Szczenięta, podczas wyrzynania się zębów, a później ich wymiany na zęby stałe, gryzą, żeby radzić sobie ze swędzącymi, opuchniętymi dziąsłami. To dla nich też sposób poznawania świata – zresztą przecież podobnie robią ludzkie dzieci, wszystkie nowe, ciekawe przedmioty wkładając do buzi.

Jako, że pies jest zwierzęciem społecznym, tak ważna czynność jak gryzienie, musi mieć swoją funkcję w kształtowaniu się psich i psio-ludzkich relacji. Maluchy podczas zabawy gryzą się wzajemnie, podgryzają też swoją mamę – dzięki temu uczą się kontroli siły gryzienia – rodzeństwo piszczy lub oddaje z nawiązką, gdy zostanie ugryzione za mocno, mama przerywa zabawy zbyt ostre i nieprzyjemne. Później ta funkcja przypadnie nam, opiekunom szczeniaka – bo to właśnie na naszych rękach będzie dalej trenował mały urwis, do naszych obowiązków należy również kontrolowanie zabaw z innymi psami i interweniowanie, tak, jak robi to matka, gdy robi się nieciekawie.

Poza tym gryzienie jest dla psa po prostu bardzo przyjemne! Chwytanie, rozrywanie, rozdrabnianie, żucie pokarmu – to jeden z najbardziej pierwotnych instynktów, absolutnie naturalny i dający psom mnóstwo radości.

Ale to jeszcze nie wszystko! Gryzienie pomaga psu się wyciszyć, redukuje stres i napięcie. Może zaobserwowaliście kiedyś, że doświadczając  np. szalonej radości po Waszym powrocie do domu Wasz pies szybko łapie w zęby jakiś leżący blisko przedmiot? Albo wychodząc na spacer chwyta i szarpie za smycz? To właśnie jest próba poradzenia sobie z wybuchem adrenaliny, powrotu ze stanu silnego pobudzenia w stan równowagi i spokoju. Dlatego również wracając do domu zdarza nam się nakryć naszego pupilka zapamiętale obgryzającego meble czy rozszarpującego w drobny mak książkę, którą nieopatrznie zostawiliśmy na niskim stoliku. Samotny pobyt w domu, szczególnie dla młodego, emocjonalnego psa, może być stresujący albo po prostu nudny, z czym próbuje sobie radzić tak, jak potrafi – poprzez wyciszającą zabawę, czyli gryząc, żując, szarpiąc.


JAK SOBIE RADZIĆ Z GRYZĄCYM GAGATKIEM?

Kluczem jest, jak zawsze, spokój, cierpliwość i, co najważniejsze, rozumienie natury psa. Uzbrojeni w wiedzę o istotności gryzienia dla prawidłowego rozwoju, możemy podejmować konsekwentne próby znalezienia złotego środka między koniecznością zaspokajania tej naturalnej potrzeby, a naszym przywiązaniem do ulubionych butów czy nowych mebli.

Po pierwsze, o czym już wielokrotnie wspominałam, postarajmy się wszystkie cenne przedmioty trzymać w miejscach niedostępnych dla psa – zawsze lepiej jest zapobiegać niż później złościć się i żałować strat.

Po drugie, zapewniajmy psu przedmioty, którymi może się bawić i gryźć je do woli. Im więcej różnych materiałów i faktur tym lepiej – to więcej przyjemności, więcej wyzwań dla psich zębów i więcej świata do poznania. A dla nas możliwość obserwowania preferencji naszego psa – Wally najbardziej lubi obgryzać przedmioty drewniane i gumowe o zróżnicowanych fakturach, dużą radość sprawia mu też rozszarpywanie kartonowych pudełek (do których wrzucamy mu wcześniej różne smakołyki), inne psy lubią pluszaki, jeszcze inne miękkie, prujące się materiały lub grube, splecione liny. Możliwości jest wiele, wszystko zależy od naszej pomysłowości!

Wychodząc z domu, ograniczajmy psu dostęp do miejsc, w których mógłby coś zniszczyć – zamykajmy drzwi do łazienki czy pokojów pełnych atrakcji, których lepiej nie zostawiać sam na sam z naszym łobuzem. I znów, zostawiajmy mu coś do swobodnego obgryzania – mogą być to zabawki, ale również smakołyki, których zjedzenie zajmie psu trochę czasu i będzie wymagało spokojnego, długiego żucia i rozgryzania.

Szczeniakowi, który w zabawie próbuje podgryzać nasze ręce, tłumaczmy w zrozumiały dla niego sposób, że sobie tego nie życzymy. Róbmy to tak, jak komunikowali mu to wcześniej bracia i siostry – krzyknijmy „Auu!” i przerwijmy zabawę. Bądźmy konsekwentni, a psiak szybko zrozumie, że takie zaczepki są dla nas nieprzyjemne.


A przede wszystkim bądźmy wyrozumiali! Dajmy maluchowi czas na zrozumienie i poukładanie sobie w tej nieogarniętej, rozemocjonowanej główce domowych zasad. Przełknijmy żal za tym jednym zjedzonym butem – widać niewystarczająco porządnie go schowaliśmy. I pozwólmy psu gryźć! Spójrzcie na te zęby – przecież właśnie do tego zostały stworzone!

Zresztą, zerknijcie na zdjęcie powyżej, przemądrzałej pani trener również zdarzają się spektakularne wpadki, krótkie chwile prawdziwej żądzy mordu i łez nad kompletnie wyskubanym pędzlem do pudru… Ale przecież miłość Ci wszystko wybaczy… Ty paskudny Gryzoniu.



Copyright © 2016 Blog DOGłębny , Blogger