8/26/2017

MISSION IMPOSSIBLE?, CZYLI O TYM, CZY DA SIĘ "WYBIEGAĆ" WHIPPETA

Photo by: Halina Uzdowska


- Ojej, chart, ja to bym na pewno nie dał rady go wybiegać.
- Ale on chyba musi bardzo dużo biegać, prawda?
- To musi Pani mnóstwo czasu z nim biegać!

Kwestia „wybiegania” charta odmieniana jest przez wszystkie przypadki w większości codziennych rozmów, które prowadzę z napotkanymi osobami. A rozmów tych jest dość sporo. Po pierwsze dlatego, że, mimo, iż popularność whippetów ostatnimi czasy bardzo wzrosła, a Warszawa staje się prawdziwym skupiskiem tej rasy, dla przeciętnego Kowalskiego chart wciąż jest psem nieco dziwnym i przykuwającym uwagę. Swym wyglądem odbiega od prototypowego wyobrażenia o psie – ma dziwacznie długie łapy, żyrafią szyję, wywinięty pod siebie ogon. No i oczywiście jest chudy. Po drugie, lubię rozmawiać z ludźmi, a o psach mogę gadać godzinami – chętnie więc odpowiadam na zaciekawione spojrzenia, staram się udzielać odpowiedzi na pytania, obalać mity.

Między innymi mit o tym, jak to opiekun charta ma ciężko, bo przecież „wybieganiu” whippeta podołać może tylko maratończyk. Z mnóstwem wolnego czasu.


Nie lubię słowa „wybieganie”. Mam wrażenie, że dla większości ludzi oznacza ono zabieranie psa na wielogodzinne biegi przy rowerze (niezależnie od fizycznych możliwości psa, jego wieku, czy właściwości terenu), nieskończoną liczbę rzutów piłeczką, którą pies ma przynosić bez końca lub wrzucanie psa w gromadę różnych, niekoniecznie sympatycznych psów, żeby się z nimi „wyszalał”. Generalnie chodzi o to, aby wyczerpane mięśnie odmówiły posłuszeństwa i pies po powrocie do domu padł bez życia. Pies wybiegany, to pies zmęczony, czyli szczęśliwy, czyż nie? Nie do końca. Osobiście staram się raczej męczyć Wally’ego intelektualnie – spacery w nowe miejsca, praca węchowa, ćwiczenie nowych poleceń, spotkania z dobrymi, psimi przyjaciółmi, to mądrzejszy sposób wspólnego spędzania czasu, zapewniający rozwój i naukę zamiast hektolitrów zalewającej mózg i ciało adrenaliny.

Ale, ale, wróćmy do tematu – co z tym bieganiem? Patrząc na whippeta, nie ma się złudzeń – jest on stworzony do pędu. Szczupłe, dobrze umięśnione ciało, głęboka klatka piersiowa, specyficznie zbudowane, długie tylne łapy, o mocnych udach – sylwetka prawdziwego sprintera. No właśnie – SPRINTERA. Czyli biegacza ekstremalnie szybkiego, ale pokonującego krótkie dystanse. I tak właśnie biegają whippety – osiągają zadziwiającą prędkość (nawet ponad 50 km/h!), zapierającą dech w piersiach, ale po kilku przebiegniętych w ten sposób okrążeniach, zatrzymują się, dysząc ciężko i odpoczywają – węszą, eksplorują, rozglądają się, CHODZĄ. Whippet, jak każdy pies potrzebuje ruchu, spacerów w ciekawych miejscach i możliwości poruszania się bez smyczy, samemu nadając swojemu ruchowi tempo, którego akurat potrzebuje. Nie oznacza to jednak wielogodzinnych gonitw po pustych polach. Ba! Nie oznacza to nawet codziennych szalonych sprintów. 2-3 intensywne fizycznie spacery w tygodniu wystarczą, o ile w pozostałe dni zadbamy o stymulację intelektualną.



Mimo, że, obserwując whippeta w pełnym pędzie, widać, że wyścigi z wiatrem to jego absolutna pasja i największa życiowa przyjemność, nie jest to wcale nieposkromiony maniak, który nie zatrzymuje się nigdy. Tak jak KAŻDY pies, potrzebuje on zarówno możliwości swobodnego ruchu, jak i wyzwań dla intelektu. Zapewniając mu wszechstronny rozwój, w domu cieszyć się będziemy typowym Królem Leniuchowania. W końcu, każdy musi kiedyś odpocząć, prawda? :)

Z najlepszą przyjaciółką
Whippet, który CHODZI i WĘSZY?! ;)
Wizyta w kawiarni

Typowy, domowy Wally



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Blog DOGłębny , Blogger