10/11/2018

MAZURSKA PRZYGODA




Dwie dziewczyny. Trzy psy. Samotny dom na pustkowiu. Wiatr hulający nad nieskończonymi, jesiennymi polami. Sarny przebiegające gdzieś na horyzoncie. Szumiący, gęsty las.

Czy to wstęp do pełnego grozy thrillera?

Nie, moi drodzy. To wstęp do opowieści o spełnianiu marzeń! I to w pięknych okolicznościach mazurskiej przyrody.


NO TO W DROGĘ!


Ostatni weekend września był dla mnie od pewnego czasu datą, na którą czekałam z przyspieszonym biciem serca. W planach pojawiło się bowiem wydarzenie, zupełnie dla mnie niezwykłe, ekscytujące, dające mnóstwo frajdy i nadziei, ale i nieco niepokoju.
Właściwie niedawno, bo zaledwie parę miesięcy temu, miałam okazję poznać Monikę i jej wyżła Beryla, czyli duet znany światu jako Beryl i Spółka. Zaczęło się od wspólnego spaceru, a szybko okazało się, że na jednym spotkaniu ta znajomość się nie skończy! Energia Wally’ego i Beryla, której z początku obie z Moniką trochę się obawiałyśmy, okazała się świetnym wstępem do psiego kumpelstwa. Następnie do tego duetu dołączył Harry, wnosząc swój luz i poczucie humoru. Na jednym z cudownych spacerów z tym psim Świetnym Trio, rozmawiałyśmy o tym, jak fantastycznym pomysłem byłby babsko-psi wypad w piękne, odludne miejsce, gdzie czas można spędzać na długich, pieszych wędrówkach… Fantastyczne pomysły nie powinny pozostawać tylko w sferze marzeń, prawda? :)
Zaledwie miesiąc później, nasze samochody, zapakowane po brzegi prowiantem, z uśmiechniętymi psimi pyskami na tylnych kanapach, zgodnie wyjechały z miejsca zbiórki, ku Mazurskiej Przygodzie!


MAZURY Z PSEM

Mimo drobnych przygód i usterek (ta chwila, gdy w dwóch samochodach jednocześnie psują się ładowarki do telefonów i w połowie drogi, w szczerym polu, nad głowami zaczynają kłębić się czarne chmury rychłego braku nawigacji…) nasza wesoła piąteczka dotarła cało i zdrowo do celu podróży – Mazur Garbatych. A tam czekało na nas najsympatyczniejsze, najbardziej psiolubne miejsce na całej chyba mapie Polski - apartamenty Mazury z Psem.
Oczywiście, szukając miejsca noclegowego na taki wyjazd, zależało nam obu, aby psy były tam mile widziane. Jednak to, co spotkałyśmy na miejscu przerosło nasze najśmielsze oczekiwania. Bo czy możecie uwierzyć, że jest w Polsce takie miejsce:

- położone w najpiękniejszym chyba zakątku świata, pośród bezkresnych pól, otoczone jeziorami, lasami i długimi kilometrami tras spacerowych, które przemierzać można godzinami nie spotykając na swej drodze NIKOGO,

- domek ma dostęp do ogrodzonego ogródka, a w środku stoją miski i legowisko dla psów,

- przyjezdnych wita uśmiechnięty właściciel, który na wstępie mówi, że ludzie i psy, niezależnie od rozmiarów, mogą czuć się jak u siebie, wylegiwać się na łóżkach i kanapach, a gdyby przypadkiem ubłocone psie łapki pobrudziły pościel – proszę dać mu znać, TO PRZYWIEZIE NAM NOWĄ, a starą zabierze do prania,

- właściciel wysyła również maile z zaznaczonymi na mapie najlepszymi trasami spacerowymi, zwracając uwagę na takie atrakcje jak lasy, jeziora i miejsca gdzie można spotkać bobry, łosie, czy dziki.

Brzmi jak raj na ziemi? Chyba tak właśnie jest. Mazury z Psem to miejscówka pełna piękna, życzliwości, tworzona przez ludzi naprawdę kochających psy i znających potrzeby psiarzy. Co zresztą widać już po samej lekturze strony internetowej :)

To widok na naszą miejscówkę - Mazury z Psem!


PODRÓŻ PIERWSZYCH RAZÓW

Mimo wszystko, obie z Moniką trochę się tej podróży obawiałyśmy. Dla nas obu był to pierwszy w życiu babski wyjazd, pierwszy w życiu samotny wyjazd z psami, pierwszy nasz wspólny wyjazd – a przecież wcale nie znałyśmy się długo! Do tego nie byłyśmy pewne jak poradzą sobie nasze psy. Wally jest psem reaktywnym, który do niedawna (konkretnie – do nastania czasów Księcia Harry’ego :) ) ogromnie stresował się w bliskiej obecności innych psów, a wspólne przebywanie z nimi w jednym domu było dla niego bardzo trudne, zupełnie nie potrafił się wyciszyć. Beryl to bomba energii i emocji, a do tego jedynak, bez doświadczenia z przebywaniem z innymi psami w jednym pomieszczeniu. O Harry’ego byłam raczej spokojna – to ten typ, któremu jest szczerze obojętne gdzie się znajduje, byleby działo się coś fajnego. Mimo tego, że przed wyjazdem złożyłyśmy sobie nawzajem próbne wizyty i psiaki naprawdę ładnie sobie poradziły, nie miałyśmy jednak pewności jak zniosą kilka dni, będąc ze sobą 24h na dobę, często na niewielkiej przestrzeni.

Na początku wyjazdu byłam więc osobiście wesoła, podekscytowana, ale i lekko niespokojna. A potem dotarłyśmy na miejsce, poszłyśmy na spacer… i było już tylko coraz lepiej.

Świetne trio <3


MAGICZNE MAZURY

Naprawdę trudno mi opowiedzieć o tym, co działo się podczas tych kilku dni Mazurskiej Przygody. To był dla mnie magiczny czas, pełen zarówno wszechogarniającego spokoju, jak i naprawdę ogromnych emocji. Takiego poczucia jedności ze światem, bliskości z naturą, bycia tu i teraz, nie doświadczyłam chyba jeszcze nigdy w życiu. Całą piątką spacerowaliśmy codziennie po kilka ładnych godzin, spotykając na swej drodze kolejne wspaniałe miejsca i zachwycając się niesłychanym pięknem świata. Cudowne pola i łąki ciągnęły się po horyzont, czyste jeziorka lśniły, las szumiał i pachniał jesienią. Mijaliśmy sarny, krowy, konie, słyszeliśmy jelenie na rykowisku, a nad głową przelatywały nam klucze żurawi. To naprawdę niesamowite, jak inaczej, wolniej płynie tam czas, jaki spokój może dać leżenie na zimnej ziemi, patrzenie w gwiazdy, oglądanie wschodu słońca, wystawianie twarzy do wiatru. W takich chwilach i takich miejscach człowiek uświadamia sobie co tak naprawdę jest w życiu ważne, jak mali jesteśmy my i nasze codzienne sprawy, w obliczu wszechświata. Tych kilka dni było czasem resetu, refleksji, rozmów, zachwytu i wzruszeń. Czasem prawdziwej, codziennej magii.

A co na to nasi trzej chłopcy? Oczywiście, utarli nam nosa, dając powody do dumy i radości. Poradzili sobie śpiewająco – zgodnie i spokojnie spacerowali ramię w ramię, kulturalnie się bawili, a w domu każdy z nich wybrał sobie swoje miejsce i grzecznie spał, pozwalając odpoczywać reszcie. Beryl zaliczył najwspanialsze przywołanie sezonu (gdy spotkaliśmy na drodze towarzyskie, ciekawskie cielaczki i nagle okazało się, że karabińczyk berylowej linki w tajemniczy sposób się odpiął!), Wally asertywnie i spokojnie zaznaczał swoje granice, potrafił odpuścić i odejść i okazał się najspokojniejszym i najbardziej wyluzowanym psem w całym naszym domku, a Harry wspinał na szczyty swoich umiejętności społecznych, rozdzielając chłopaków i osłaniając brata, gdy pojawiała się taka potrzeba. Wszyscy trzej pokazali nam, że są wspaniałymi, kontaktowymi i mądrymi psami – wystarczy tylko im zaufać. Do domu wracałyśmy z żalem, że wyjazd minął tak szybko, z radością ze spełnionego marzenia i mocnym postanowieniem powtórki – może już na wiosnę?


*


Wszystkimi rękami i łapkami polecamy wspólne wypady w nieznane. To niesłychanie buduje więź, pozwala poznać się z innej strony i w nowych warunkach, doświadczyć wyjątkowych przygód i uciec na chwilę od codziennych trosk. Podróżujcie, odkrywajcie i zachwycajcie się światem. Bo właśnie o to w życiu chodzi!






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Blog DOGłębny , Blogger